Szakal
Zawszę widziałem świat
W odcieniach szarości
Poruszam się niepewnie po ulicach
Ludzie do mnie podchodzą,
Mówią coś, patrzą zdziwieni
Próbują mnie głaskać po głowie
Jednak ja wolę aby dali mi dłoń do powąchania
Płosze się, nasłuchuję dużymi uszami
Biegnę w stronę parku,
Będę polował tam na
Szare owady, szare koty
Szare wiewiórki, szare kuny
Będę jadł szarą padlinę,
Wąchał szare kwiatki
Zamykam oczy ze zmęczenia…
Jacyś ludzie przechodzą obok mnie,
Uśmiechają się, kładą kolorowe kwiaty przede mną
Tulipany, róże, goździki,
Fiołki, bratki, niezapominajki
Widzę inaczej cały świat
Chyba weterynarze wczepili mi
Kolorowe pigmenty do oczu
Ludzie głaszczą mnie po głowie,
Już się nie boję
Jednak zew natury przypomina mi
Gdzie moje miejsce
Biorę do pyszczka te wszystkie kwiaty
I biegiem niosę je do mojej lubej,
Aby przetrwał nowy gatunek
To nie jest sen!
Piotr Wildanger
Najnowsze komentarze