Umysł Zen i Pomarańcze
N. przyszła jak zawsze spóźniona na spotkanie
Ale wybaczyłem jej
W końcu wracała samolotem z Londynu
Na przywitanie przytuliła mnie
Dziękując za notatki
Uśmiechnęła się
A potem zaśmiała z niewiadomych przyczyn
Mówiła, że musi już iść
Że czas ją goni
Ma go mało i nigdy nie może zaznać spokoju
W swoich snach ciągle podróżowała zardzewiałymi pociągami
I szybkimi samochodami nad którymi władała
Może dlatego była bezpośrednia i nie obrażała się na żarty o seksie
Odchodząc
Przeszła ulicę na czerwonym świetle gdy nic nie jechało
Postępując racjonalnie tak jak czynią to ludzie w cywilizowanych krajach
Obserwowałem ją
W warzywniaku prowadzonym przez Zenistów
Kupiła skrzynkę pomarańczy z ogrodu Mussoliniego
Kradzionych zresztą, kiedy to łysy siedział uwięziony w Hiltonie
Na masywie Gran Sasso
A pilnowali go ślepi i głusi partyzanci,
Którzy nie dostrzegli szybowców
Otto Skorzennego i spadochroniarzy Kurta Studenta.
Dyktator został uwolniony bez oddania ani jednego strzału…
Potem N. zniknęła w gąszczu bloków
W moich uszach zadzwoniły jej klucze od drzwi do jej klatki
Wieczorem
N.
Po dobranocce
Pokroiła i dała pomarańcze swojej córce,
Która nigdy nie przechodziła w dzieciństwie fazy oralnej
Następnie ukołysała ją do snu
Śpiewając jej piosenki z czasów Drugiej Rzeczpospolitej
Kiedy jej pociecha zasnęła
N. w końcu mogła odpocząć
Rozpuściła swoje piękne długie blond włosy
I rzuciła gumkę w kąt pokoju gościnnego
Usiadła na środku kolorowego dywanu
I zanim zaczęła liczyć oddechy to pomyślała
O tym że spełniła swoje największe marzenie
Kiedy to w wieku 18-lat tak bardzo pragnęła mieć dziecko
Ale nie miała z kim
Po tej myśli, postarała się roztopić swoje ego
I wyrzucić rzeczywistość za drzwi
A umiała to robić doskonale
Maj 2012
Piotr Wildanger
Najnowsze komentarze