Underrated cz. 1 : FOREIGNER

Underrated cz. 1

Subiektywny cykl poświęcony wykonawcom niedocenianym przez opinie muzyczną lub są słabo znani w Polsce.

FOREIGNER ( lata popularności 1977-1988)

Są takie chwile w życiu człowieka, że jak się czasem nic nie udaje i wszystko się sypie wokół ciebie, to znak, że trzeba gdzieś wyjechać. I tak zrobił brytyjski muzyk Mick Jones. Nie udało się w Zjednoczonym Królestwie, niepowiodło się we Francji, to wyjechał do Stanów Zjednoczonych.
O tym, że Wielka Brytania i Stany Zjednoczone Ameryki Północnej to jednak dwa różne społeczne światy, śpiewał potem Sting w piosence Englishman in New York. M. Jones próbował rożnych rozwiązań, aż w końcu trafił na odpowiednich ludzi, którzy mogą sformować zespół rockowy.
A była to angielsko-amerykańska mieszanka. I tak grupa Anglików znalazła jakiś ratunek w Stanach Zjednoczonych, tak jak migranci kilka wieków wcześniej dopływając do brzegów Nowego Świata.

W 1976 roku główny bohater naszej opowieści, założył zespół o wszystko mówiącej nazwie: Foreigner (“Cudzoziemiec”). I tak u boku Anglików: Mick Jones – gitara prowadząca, Ian McDonald – gitara rytmiczna, Dennis Elliot – perkusja; znaleźli się Amerykanie: Lou Gramm – wokal, Al Greenwood – klawisze, Ed Gagliardi – bas. Znacie jakiś inny zespół rockowy który ma w swoim składzie aż sześciu członków, do tego w proporcjach 3:3 odnośnie narodowości ?

Ciekawymi postaciami tj. liderami w grupie, oprócz Jonesa rzecz jasna, byli Ian McDonald ( wcześniej King Crimson) oraz wokalista, z włoskimi korzeniami, Lou Gramm, który wcześniej nazywał się Louis Andrew Grammatico. Jeśli ktoś ma jeszcze jakieś wątpliwości co do nazwy zespołu, to faktycznie lepszej nie dało się wymyśleć, bo od obcokrajowców tam się roiło. Panowie byli też multi-instrumentalistami, więc dzielili się obowiązkami. Tak więc powyższy spis na podział ról, dotyczył głównie koncertów.
Zazwyczaj współczesny przeciętny słuchacz zna tylko piękną miłosną balladę I want to know what love is z 1984 roku (album Agent Provocateur). Jednak uwierzcie mi, na europejskim rynku, ten zespół nigdy nie odniósł takich sukcesów jak w Ameryce. Starsze pokolenie pamiętające PRL, też jest bardziej osłuchane w tej grupie.

Zatrzymajmy się na chwile. Nie mam zamiaru omawiać całej biografi zespołu w tym krótkim szkicu. Nie będę omawiał też wszystkich ulubionych piosenek, czy singli które podbijały amerykański rynek przez dekadę. Nie to jest moim celem. Chcę zaprezentować kilka kawałków, które zasługują na uwage. Będzie to subiektywny przegląd, wg. mnie najlepszych dokonań zespołu na kilku płaszczyznach. Nie należy w stu procentach traktować tego tekstu jako informacje, choć niekiedy jakieś kluczowe będą się pojawiać. Jest raczej po to by zachęcić do własnych poszukiwań, nie tylko przez youtube. Inne informacje bez problemu można znaleść na anglojęzycznych stronach internetowych lub klikając materiały źrodłowe na zagranicznej wikipedii.
A zatem będziemy funkcjonować w kilku kategoriach:
– Debiut, należy rozumieć jako prezentacje czy wypadł okazale czy nie
– Melodia, jako najlepsza melodia/muzyka
– Słowa, najlepszy tekst
– Teledysk, najlepszy teledysk ewentualnie klip długometrażowy
– Koncert, najlepsze wykonanie koncertowe jakiejś piosenki
– Nowości, najlepsze ostatnie dokonania.
Wszystkie wpisy w Underrrated będą tego typu i podlegały subiektywnej ocenie. A zatem. Zaczynamy…

A ) Debiut

Wypadł okazale…Ich pierwszy album, o takiej samej nazwie jak zespół, w USA został przyjęty bardzo dobrze. A pierwszy singiel Feels like the first time, zajął wysokie 4 miejsce na liście przebojów Billboarda. Tak więc część roku 1977 została niemalże zdominowana przez muzykę tego zespołu…Oczywiście głównie w USA. Znaną piosenką z tego albumu była również Cold as ice, aczkolwiek, nie ona zasługuje tutaj na pochwały. Prawdziwą perełką na debiutanckim albumie była  Fool for you anyway, niewydana na singlu. Piosenka jest do dziś wykonywana na koncertach. Podparta chórkami i w całości napisana przez Micka Jonesa, który większości stworzył repertuar zespołu.

 

Mick Jones

Z innych ciekawostek: zespół podlegał pod wytwórnie Atlantic Records, która była dość wpływowa w tamtych czasach.

Piosenki na albumie mieściły się soft-rockowym i hard-rockowym nurcie. Często jednak używano syntezatorów i instrumentów dętych. Jak pisałem wcześniej, wielu z członków zespołu było multi-instrumentalistami, więc posiadali takie szerokie umiejętności. Szczególnie przodował w tym Ian McDonald. I tak, można było jako linię prowadzącą, skorzystać z np. z syntezatorów, organów, saksofonu, flecie czy bardziej podgłośnionego basu. Stosowano też chórki, głównie wpływowego tria , opisanego wcześniej, które ciągnęło zespół w górę. I tak album osiągnął 4 miejsce na liście w Stanach i pokrył się tak 5-krotną platyną…Jednak pamiętajcie, Fool for you anyway z Lou i Mickiem na wokalu i z gitarą klasyczną w ręku zawsze ma swój urok. I nie tylko w studio, ale też na koncertach.

B) Melodia

Tutaj miałem, duży zawrót głowy. Ale po kolei…
1981 był rokiem sukcesu dla zespołu. Grupa już bez Iana McDonalda i zredukowana do 4-osobowego składu. Wydali wtedy swój czwarty album o nazwie…4 . Cóż, kiedyś Led Zeppelin i Queen numerowali swoje płyty. Ci pierwsi skończyli liczenie na 3, a 4 album wydali bez nazwy, Queen doliczył się do 2. Numerował też Lenny Kravitz ( “5” ) i Bryan Adams (“11”). To oczywiście nie świadczy to o tym, że mieli problemy z liczeniem. Tym bardziej, że liczyli dobrze, tylko, że dalej im się nie chciało…Być może tytuł albumu odnosi się nie tylko do 4 z kolei albumu, może też chodzić 4-osobowy skład.

 

Ian McDonald

Wróćmy jednak do meritum…Jeśli chodzi o melodie, to brylują tutaj dwie piosenki: Waiting for a girl like you, którą uważam za największy przebój zespołu, nawet bijący I want to know what love is; oraz balladę rockową na…3 gitary z syntezatorem czyli Girl on the moon . Jakbym miał wybrać jedną to wybrałbym tą pierwszą. Bardzo dobrze tu wszystko współgra, przepiękna linia melodyczna, ujmująca muzyka i tekst ( wiem nie o tym miało być). Kreatywność na wysokim poziomie (to samo tyczy Girl on the moon). I dodatkowy plus – weź człowieku zaśpiewaj to na żywo. Sam Lou Gramm, który jest dobry w tym co robi niekiedy miewał z nią na koncertach kłopoty…I jeszcze widać dobrze wykonaną pracę producenta a raczej producentów bo tutaj Micka Jonesa wsparł słynny Robert John “Mutt” Lange ( m. in. współpracował z AC/DC, Bryanem Adamsem, Def Leppard, The Corrs, Muse, Nickelback, Maroon 5, i z Shanią Twain – po czym został jej mężem). Zresztą Foreigner mieli szczęście do producentów, bo wcześniej korzystali z usług Roya Thomasa Bakera, który był producentem Queen w latach 70-tych.
Rockowa ballada Waiting for a girl like you, nie tylko ujęła za serca Amerykanów, ale też inne obszary anglojęzyczne. 2 miejsce na liście przebojów na scenie USA o czymś świadczy.
Obok niej były jeszcze inne hity: Juke box hero oraz Urgent (której wersji studyjnej kiedyś nie znosiłem) ze znakomitym solo na saksofonie.

 

C ) Tekst

Tutaj też miałem zawrót głowy, bo soft-rock i hard-rock nigdy w tej warstwie nie przodowały, po prostu chodzi o rockowe melodyjne piosenki z pazurem – w większości przypadków.
Jednak wybrałem With heaven on our side z 1992 z komplikacji z najlepszymi hitami zespołu The Very Best … and Beyond. Czasami wchodzę w dość “osobiste” relacje z tym albumem, albowiem od niego zaczęła się moja przygoda z tym zespołem. Więc wiele to dla mnie znaczy. Album z hitami zawierał 3 premierowe piosenki. Oprócz omawianej były jeszcze Soul doctor (teledysk do niej to dziś unikat) oraz Prisoner of love z też bardzo dobrym tekstem.
With heaven on our side miała aż 5 autorów: M. Jones, L. Gramm, J. Edwards, P. Huxley, S. Schiff przynajmniej tak głosi informacja dotycząca praw autorskich na okładce. Pytanie jak było naprawdę i przede wszystkim kto z tej 5 odpowiada za tekst do dziś stanowi dla mnie tajemnicę. Zapewne część napisała tekst a reszta muzykę. Ewentualnie zespół postanowił się podzielić pieniędzmi ze wszystkimi którzy mieli w niej jakiś udział. Jest jeszcze jedna opcja którą należy rozpatrzyć…Zawirowania w składzie, do czego też zespół miał wyjątkowe szczęście i Mick Jones powinien grać w totolotka, bo nie wiem jak on w latach 80-tych to wszystko mógł ogarnąć.

Lou Gramm

Skoro jest to poddział o warstwie lirycznej to zamieszczam tekst w całości po angielsku.
Jeśli oczywiście ktoś lubi teksty o utraconej miłości i nadziei na ułorzenie wszystkiego od nowa. Jeśli nie, to prosze nie czytać.

” With heaven on our side ”

Time
Our precious time
In the beginning
Your heart and mind
I though our love
was one of a kind
And I thought we were winning
But I was one step behind

Words
I couldn’t say
The words that will keep you
From running away
But I should have tried
Even begged you to stay
I felt the tears of an angel
Fall from heaven that day

I know, I know
Your voice keeps haunting me
Come home, come home
Come on back to me
I know it ain’t easy
You’re a part of me
You’re the wings on my heart

Can we give our love another try
Can we keep our broken dream alive
Now more than ever
With heaven on our side
Can we give our love one more night
I miss you angel
Can we make it right
Now and forever
Wiht heaven on our side

This tender love
Slipped through our hands
Two broken hearts
Can not withstand it
Girl I know
what I put you through
If you need me now
I’ll be there for you.

I know it ain’t easy
You’re still a part of me
You’re the wings on my heart

Can we give our love another try
Can we keep our broken dream alive
Now more than ever
With heaven on our side
Can we give our love one more try
Oh angel Baby
Shine our golden light
Now and forever
With heaven on our side

Can we give our love another try
Can we keep our broken dream alive
Now and forever
With heaven, heaven on our side

(M. Jones, L. Gramm, J. Edwards, P. Huxley, S. Schiff).
1992

 

Piosenka nie zmieściła się w pierwszej setce listy przebojów w USA, zajęła ostatecznie 103 miejsce. Po 1988 roku zespół zanotował dość spory spadek zainteresowania. Pamiętajmy, że popularność grupy ograniczała się jedynie do krajów anglojęzycznych i to nie wszystkich. Ciągłe zawirowania w składzie, konflikty w zespole i ostateczne odejście Lou Gramma z zapewne też się do tego przyczyniły. Mick Jones został niemalże sam i musiał wszystko sklejać by kariera zespołu nie poszła na marne. Gramma który poszedł w karierę solową ( sukcesy piosenek Midnight blue oraz One dream z 2 części filmu Highlander -co u nas w Polsce przetłumaczyli jako…Nieśmiertelny).

Nowym wokalistą został Johnny Edwards (album Unusual heat z 1991 r. ), który też widnieje jak współautor With heaven on our side. Już tłumaczę o co gra, bo jak sam to kiedyś zobaczyłem to pogubiłem się o co w tym wszystkim chodzi. Zespół przechodził takie zawirowania w tym okresie, że na albumie z hitami zespołu widnieje J. Edwards jako współautor piosenki, a śpiewa ją L. Gramm, który…Zdecydował się wrocić do zespołu by zaśpiewać te 3 premierowe wspomniane piosenki. Gdy ukazał się album, Johnny’ego Edwardsa nie było już w zespole. Co dziwne pominięto też single z ostatniego albumu z tym wokalistą. I tak jest do dzisiaj jeśli chodzi o składanki tego zespołu, a tego trochę jest…Ale o tym na koniec.

D ) Teledysk

Nie wiem czy lubicie czarno-białe teledyski. Czasem sobie żartuje, że po co kręcić wideo w kolorze jeśli w odcieniach szarości są tańsze. Ale czarno-białe klipy też mają swój urok niczym fotografie bez koloru. Czasem styl retro ma swoją dusze. Być może dlatego ostatnio taka moda się zrobiła na płyty winylowe…Rozumiem czas iść z duchem czasu, ale ja sobie kasety magnetofonowe i płyty kompaktowe zostawiam. Zresztą te pierwsze bardziej umiłowałem.

W 1987 roku Foreigner wydali swój ostatni dobry album. Obok takich hitów jak Hearts turn to stone oraz I don’t want to live without you, pojawiła się Say you will. I jest moja ulubiona piosenka tego zespołu. Ulubioną jest też Waiting for a girl like you. A tuż za nią Girl on the moon. Więc mamy 2 ulubione i jedną prawie ulubioną…Wiem, że z logiką zachodnią nie wiele to ma wspólnego, ale chyba jest coś na rzeczy, w końcu w sztuce wszystko jest możliwe gdyż jest to dzieło wyobraźni. Wiec chyba i tutaj można tak to rozpatrywać…
Zajeła wysokie, bo 6 miejsce w USA.
Autorami tej piosenki był duet L. Gramm/M. Jones. Traktuje o perturbacjach pewnego faceta z niezdecydowaną kobietą. Jednym zdaniem, on jest na “tak”, a ona na “nie wiem”. Inaczej: on jest bardziej na “tak”, a ona na bardziej na “nie” – czyli “nie wiem”. A jeszcze dodać do tego te wypady do kawiarni/pubów/klubów i potem nieprzespane noce podmiotu lirycznego to faktycznie można wtedy zaznaczyć sobie na facebooku, że jest się w skomplikowanym związku…

Reżyserem teledysku był David Fincher. Warto zwrócić uwagę na efekt “odbicia” postaci w oczach, co w czarno-białym klimacie wygląda rzeczywiście znakomicie. Pomimo upływu czasu teledysk wygląda jakby miał zaledwie kilka lat, a przecież, był kręcony w drugiej połowie lat 80-tych.

E ) Koncert

Tutaj mniej się głowiłem.
Zanim przejdę do odpowiedniej piosenki, krótko napiszę o samych koncertach. O tuż ich bardzo często koncerty są krótkie. Czasem zawierają 12 czy 13 piosenek i na tym się kończy. Co dziwne trochę, bo inni artyści grają po 1,5 h lub dłużej. Nie wiem z czego to wynika, że akurat ten zespół tak po macoszemu traktuje ten aspekt. Niekiedy zdarzają się dłuższe występy, w zależności od trasy koncertowej. Ale z oficjalnych wydawnictw wynika co innego. Drażni też to, że jak koncerty są czasem dłuższe, to i tak na oficjalnym wydawnictwie koncertowym dostajemy 3/4 tego co było na żywo. Czasem dochodzi do takich paradoksów, że raz jest udostępniony cały koncert, a czasem mocno okrojony – i jest to ten sam koncert. W dodatku jedno i drugie wydawnictwo pojawia się na przestrzeni zaledwie kilku lat.
I to jest właśnie kompletny surrealizm, bo nawet ja z nadrealistyczną osobowością, nie rozumiem, polityki wydawniczej tego zespołu i ich wydawnictwa. Więc tutaj duże minus.

Ale do meritum…
Zdecydowanie podoba mi się wykonanie piosenki Starrider z debiutanckiego albumu. Świetnie brzmi na żywo. Jest jeszcze Juke box hero, Urgent, Fool for you anyway, – z tych wymienionych wcześniej. Double vision i Hot blooded też się znakomicie sprawdzają na żywo. Przy tej ostatniej, aż się chce zamknąć oczy i tańczyć z kieliszkiem wina w ręce. Ale to tylko taki muzyczny fetysz. Na moje usprawiedliwienie, nie tylko mój. Bez Starrider koncerty Foreigner mocno by ucierpiały.

 

Starrider autorzy : Al Greenwood i Mick Jones,

 

6 ) Nowości

I tym sposobem dotarliśmy niemalże do końca tego szkicu o Foreigner. A zatem:
– Co słychać?
– Dźwięki…
I to nie bylejakie dźwięki. Choć o to było bardzo trudno.
Ale od początku…

W 2009 roku zespół w końcu wydał album pt. Can’t slow down już z nowym wokalisą Kelly Hansenem. Nowy głos zespołu wcześniej już dał kilka popisów na żywo, a trwało to latami. Zapowiedź nowej płyty była niczym koszmar fanów Guns ‘n’ Roses, który wiele lat wydawał Chinese democracy. A wierzcie mi, dla prawdziwych fanów to jest prawdziwy horror, prawie jak z filmów A. Hitcocka. Od ostatniego albumu z Lou Gramem na wokalu, a było to Mr. Moonlight z 1994 roku ( dziś ciężko zdobyć tak jak Unusual heat z 1991) mineło 15 lat.
W między czasie w zespole na perkusji grał nijaki Jason Bonham. Jest to dość znane nazwisko w świecie współczesnej muzyki, tym bardziej jak się jest synem nieżyjącego członka Led Zepplin słynnego “Bonzo”, który też był bębniarzem. Tak więc Mick Jones liczył na kolejne otwarcie w karierze zespołu. Tym bardziej, że oprócz wymienionego współproducentami albumu zostali Mati Fredriksen i Mark Ronson.

Na albumie Can’t slow down mamy, oprócz piosenki tytułowej,kilka dobrych piosenek. Szczególnie Too late, oraz In pieces. Jednak When it comes to love bije wszystkie na głowę. Zespół znowu postawił na namiętny teledysk i chyba obok wymienionego wcześniej Say you will jest to kolejny sukces tego zespołu. Uroku dodaje saksofon. Jednak na tych 4 piosenkach się album ‘kończy”, bo inne są po prostu przeciętne. Prawdopodobnie Mick Jones chciał uderzyć tutaj z rozmachem w tony ” 4″, najlepszego wg. mnie albumu zespołu. Jak słychać nie do końca to wyszło. Każdy powrót bywa ryzykowny…
Zespół od tamtego czasu dużo koncertuje po USA i Europie. Czasem wydaje coś nowego jak album akustyczny z nową piosenką Save me, nawiązującej do największych przebojów zespołu. Ostatnio koncertują z orkiestrą symfoniczną.

 

Kelly Hansen

Czas na odrobinę krytyki, bo ile można pisać peanów na cześć Foreigner. Niby to subiektywny dobór piosenek, ale zachowajmy resztki obiektywności. Zespół lub ich wydawca lubi zaśmiecać rynek muzyczny, składankami typu “best of”. Tyle tego się namnożyło, że to już nie jest stado królików, tylko prędzej 101 dalmatyńczyków. A takie “odcinanie kuponów od sławy” mnie tylko trochę bawi. To samo od lat czyni zespół Kiss.
Kilka tygodni temu na scenie z Forigner pojawił się Lou Gramm. Debiutancki album obchodzi w tym roku 40-lecie istnienia..

Feels like the first time, czyż nie ?

 

Piotr Wildanger

PS: pisane przy słuchaniu całej dyskografii studyjnej Foreigner.

Wszystkie zdjęcia za wikipedia.org, tekst piosenki With heaven on our side zaczerpnięty z wkładki do płyty. Teledyski i wykonania live z youtube.