Dyktatura mas – recenzja książki Jose Ortegi y Gasseta „Bunt mas”.

Dyktatura mas – recenzja książki Jose Ortegi y Gasseta „Bunt mas”.

Dyktatura mas – recenzja książki Jose Ortegi y Gasseta „Bunt mas”.

 

Wraz z upadkiem starych reżimów monarchistycznych, skokiem demograficznym ludności
, rozwojem technologicznym i zwycięstwem demokracji liberalnej, w cywilizacji Zachodniej jak i potem na całym świecie; spotkaliśmy się z nowym zjawiskiem. Kwestia mas wprowadziła wiele kłopotów w funkcjonowanie ówczesnego świata. Np. niektóre europejskie miasta, trzeba było na nowo projektować. Taki Paryż musiał zostać rozrzedzony, pozbawiony twierdzy, murów, wielu kościołów; by w końcu miasto zamieniło się w metropolie ( demografia, migracje z zewnątrz i ze wsi, zjawisko aglomeracji sprzyjały takim pomysłom).

Do tego wszystkiego pojawiła się powszechność produktów i wynalazków, która wcześniej dostępna była nielicznym.

 

O tym wszystkim pisał Jose Ortega y Gasset, hiszpański filozof polityki o liberalnych i arystokratycznych przekonaniach, w swojej książce „Bunt mas” na początku 1939 r.

 

Mało tego. Masy są nijakie, przeciętne, wręcz zdehumanizowane i gwałtowne. Już Alexis de Tocqueville pisał o diametralnej różnicy pomiędzy społeczeństwem arystokratycznym a demokratycznym. I tak – jak pisał wspominał Francuz – w tym pierwszym jest dominacja elity, a w drugim przypadku klasy średniej. Albo jeszcze inaczej. We społeczeństwie arystokratycznym jest szacunek dla autorytetów, a w demokracji jest z tym już różnie. I tutaj dochodzimy do kluczowego, moim zdaniem tematu. Dla istnienia zdrowej demokracji jest potrzebna silna klasa średnia. Ciekawe co obydwaj autorzy by pomyśleli o obecnych czasach, gdzie ona zanika w niektórych społeczeństwach? To właśnie w tym kulcie przeciętności przoduje klasa średnia. Łączy ich to, że np. mają wspólne zainteresowania nie tylko jeśli chodzi o hobby. Są to atrakcje czysto ekonomiczne i wręcz konformistyczne. Taka „klasa próżniacza” stosując tutaj terminologię Thorstena Velbena, lubi żyć na pokaz i zawsze być na topie chcąc wszystkiego. Np. przyjmijmy, że część z tej klasy chodzi co tydzień na squasha. Więc inni przedstawiciele tej klasy społecznej, by nie być w „gorszej” pozycji też chodzą na…squasha.

Umberto Boccioni ” Ulica wchodzi do domu” 1911 r.

 

Takie konformistyczne zachowania budują więzi, głównie ekonomiczne – o czym Ortega jakby zapomniał w swojej książce, a słusznie odniósł się do tego Veblen. Przeciętność nie jest w swojej istocie czymś złym. Ludzie chodzą do przeciętnych szkół, kończą przeciętne uniwersytety i wykonują przeciętną pracę. Elity – za którymi tak tęskni autor książki – też nie są złe. Zawsze będą wpływać na życie mas. Zależy jaki jest stopień uduchowienia tych elit. Jeśli jest wysoki, będą wśród nich wybitni mężowie stanu i reformatorzy. Wpływowi filozofowie, artyści i wynalazcy. Jednak gdy te elity będą tłamsić wolność ludu, to zapewne większość z tych elit wylądują na „ciemnej stronie Historii”. Albowiem to niewolnicy zawsze mają większy wybór niż ich oprawcy. Zniewolone masy mogą się zbuntować, podczas gdy ich panowie mają tylko jeden prosty wybór: bronić status quo. Tego ten hiszpański filozof polityczny nie zauważył.

 

Ciekawą i trafną analizą jest zjawisko powszechności, kryzysu nauk humanistycznych, oraz tzw. „postepu”. J. Ortega y Gasset twierdzi, że człowiek już stracił kontrole nad tym co produkuje. „Postęp” ma przewagę nad człowiekiem i jego moralnością. Możemy – to jest to samo co – musimy, jakby to ujął inny krytyk technologii Erich Fromm. „Możemy wyprodukować broń atomową” – znaczy tyle co – „musimy wyprodukować broń atomową”. Nieważne są moralne konsekwencje tego czynu. Edgar Morin, jeden z żyjących jeszcze intelektualistów biorących udział w wojnie światowej, postulował na początku lat 90-tych ucywilizowanie cywilizacji zachodniej. W końcu jeśli Wielka Rewolucja Francuska, zniosła starą opresje i do uczestnictwa w społeczeństwie wkluczono masy ludzkie, miała stworzyć ucywilizowanego dzikusa. Czy następnym krokiem nie powinno być ucywilizowanie człowieka, który jest dziki z natury?  Postęp technologiczny i nauk ścisłych prowadzi do szeregu nieporozumień natury etycznej – co tak bardzo atakuje nie tylko Ortega, ale też Aldous Huxley i współcześnie Francis Fukuyama. Wyrabiane są, rzeczy coraz to nowsze, a te zakupione np. kilka miesięcy temu są już „stare”. Człowiek ma już dany model jakieś nowej zaawansowanej technologicznie rzeczy, a nim się spojrzy inni mają już „nowsze” modele. To właśnie kult tej powszechności i przeciętności spowodował to, że masy chcą mieć to co wcześniej służyło tylko elicie. „Chcę bo mi się należy, bo jestem człowiekiem” – to zachowanie rozkapryszonego dziecka a nie dorosłego obywatela podejmującego czynne lub bierne decyzje polityczne. Do demokracji też trzeba dojrzeć.

George Grosz ” Niemcy: zimowa opowieść” 1917/1919 r.

Co do kryzysu nauk humanistycznych, które w rozwiniętych demokracjach są w odwrocie. Kluczowym faktem wg. Ortegi y Gasseta, jest tutaj spadek zainteresowania historią. Co za tym idzie coraz mniej ludzi patrzy na uwarunkowania historyczne. Trzeba pamiętać, że politycy nigdy nie uciekną przed tym problemem, po prostu się nie da. Historia nie chce się kończyć. I nie chodzi o zwykłą znajomość dat i personów z okresu dziejów, tylko o holistyczne powiązanie tej nauki z innymi. Np. możemy analizując dane genetyczne stwierdzić skąd pochodzimy? Możemy dzięki tzw. „ szkoły Annales” analizować też problemy z nauk społecznych, badając wątki: kulturowe, genderowe, psychoanalityczne – wszystkie trwające na przestrzeni dziejów. Również historyczność „postępu”. Np. jaki miało wpływ wynalezienie zegarka ręcznego na mieszkańców miast oraz wsi.

Historia nie umrze śmiercią naturalną, czego obawia się autor „Buntu mas”, gdyż jest w niej wiele białych plam. Historia zwycięzców te też historie biografie przegranych i wykluczonych. W końcu kiedyś Howard Zinn napisał „Ludową historię Stanów Zjednoczonych”.

 

Pytanie czy masy ludzkie, są świadome czy nie. Czy są racjonalne czy irracjonalne, to różnie to z tym bywa. Na pewno jest jakaś jungowska nieświadomość zbiorowa, która w jakiś tajemniczy sposób determinuje to, że np. w województwie Małoposkim (dawna Galicja) prawie zawsze jest duża frekwencja w wyborach, w stosunku do innych polskich województw. Można ten fakt tłumaczyć tym, że zaborze austryjackim na Galicji, Polacy byli najmniej uciskani – w przeciwieństwie do innych zaborców, którzy byli bardziej opresyjni. Więc jest tu pewna nieświadomość mas. Jednak czy masy zawsze są racjonalne, głosują za swoim interesem i wedle swojego interesu podejmują decyzje – to tu jest już cięższy orzech do zgryzienia. Zależy ile propagandy i perswazji używa elita, która w demokracjach przedstawicielskich – bo na tym terytorium ciągle się poruszamy – jest wybierana przez większość. Więc nie mamy do czynienia z dyktaturą demokracji, tylko z dyktaturą człowieka masowego.

Zobaczmy co się dzieje w cywilizowanych krajach gdy podniesie się jakiś protest społeczny, słuszny czy niesłuszny, bo elita chce coś „zreformować” . Np. jak politycy w Belgii chcieli podnieść wiek emerytalny, to spotkała się z buntem społecznym w Brukseli, i trochę kapitału ucierpiało. Natomiast w analogicznej sytuacji w Polsce, zbierano podpisy pod referendum by zachować wcześniejszy wiek emerytalny.

I tutaj dochodzimy do innego punktu: świadomości mas. Jaka jest świadomość społeczna i polityczna mas, w Belgii a jaka w Polsce? Jaka jest świadomość w Niemczech gdzie nie pozwolono spalić archiwów dawnej Stasi, a jaka w Polsce gdzie pozwolono na taki proceder? Więc sama propaganda władzy i perswazja z niej strony nie wystarczy by spowodować uszczerbek na świadomości mas.

Kadr z filmu „Metropolis” z 1927 r. reż. F. Lang

Jose Ortega y Gasset, ma dużo szacunku do demokracji liberalnej, choćby sam fakt istnienia opozycji która, uczestniczy już oficjalnie w życiu politycznym. Daje piękna historyczną lekcje tolerancji i humanizmu dla nas wszystkich – dbałość o wyrażanie innych poglądów niż nasze.

 

Piotr Wildanger

Grafika: wikipedia.org

 

 

SPIS TREŚCI

 

Część pierwsza

 

Bunt Mas

 

1 Zjawisko aglomeracji

2 Podniesienie się poziomu dziejów

3 Poziom naszych czasów

4 Rozrost życia

5 Dane statystyczne

6 Wstęp do anatomii człowieka masowego

7 Życie szlachetne i życie pospolite albo trud i bezczynność

8 Dlaczego masy wtrącają się do wszystkiego i dlaczego czynią to w sposób gwałtowny

9 Prymitywizm i technika

10 Prymitywizm a historia

11 Epoka „zadufanego paniczka”

12 Barbarzyństwo „specjalizacji

13 Państwo – największe niebezpieczeństwo

 

Cześć druga

 

Kto rządzi światem?

 

14 Kto rządzi światem?

15 Dochodzimy do sedna sprawy

 

 

Opis Książki:

Bunt mas / José Ortega y Gasset ; przeł. Piotr Niklewicz.

Warszawa : Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA, 2008.

210, [3] s. ; 19 cm.

 

 

 

 

 

 

Klucz do snów – recenzja książki ” Zapomniany język ” Ericha Fromma.

Klucz do snów – recenzja książki ” Zapomniany język ” Ericha Fromma.

Klucz do snów – recenzja książki ” Zapomniany język ” Ericha Fromma.

 

 

Cywilizacja przemysłowa jak i filozofowie Oświecenia, odrzucili marzenia senne uznając je za zwykły zabobon, czy to starożytnych czy ludów, które mogą uchodzić za prymitywne.

Inaczej twierdził Zygmunt Freud, twórca psychoanalizy. Sny mają jednak jakiś ukryte znacznie, do tego są bogate w symbolikę. Jeszcze inny myśliciel, Paul Ricoeur twierdził, że człowiek żyje w świcie symboli, które podlegają interpretacji. Sny, mitologia i sztuka są tego dowodem.

 

Wraz z publikacją dzieł Z. Freuda, ludzkość musiała się zmierzyć z kolejnym przewrotem kopernikowskim. Jeśli do głosu dochodzą silne impulsy podświadome (nieświadome), popędy, irracjonalizm to czy możemy mówić o tym, ze człowiek jest panem samego siebie?

 

Freudowska psychologia głębi, zwierała w niektórych miejscach błędne założenia, a jej twórca nie był skłonny do aktualizacji swoich badań. I tak dość szybko od „ojca psychoanalizy” zaczęli odchodzić kolejni jego uczniowie zakładając swoje własne szkoły: Alfred Adler (psychologia indywidualna), Carl Gustav Jung ( psychologia analityczna), Wilhelm Reich ( psychoanaliza z domieszką marksizmu).

Rene Magritte, ” Klucz do snów”, 1927 r.

 

Z założeń Adlera (relacje jednostki z otoczeniem)  i Reicha (niedogmatyczny marksizm, rodzina autorytarna ) skorzystał Erich Fromm, twórca neopsychoanalizy (psychoanaliza humanistyczna). Freud skupiał się na popędach biologicznych i tajemnicach seksualnych.

Fromm odrzucił te teorie, by dodać do psychoanalizy, głównie dwa czynniki: społeczny i kulturowy. Obok tego Niemca o żydowskim pochodzeniu, warto jeszcze wymienić Norweżkę Karen Horney, oraz Amerykanina Harvy Stack Sullivana, gdyż ta trójka była pionierami neopsychoanalizy.

 

W 1951 roku ,w opozycji do teorii Freuda i Junga, Erich Fromm przedstawił swoją koncepcje snów. Zawarł je w książce „Zapomniany język”. W tej rozprawie odniósł się, nie tylko do marzeń sennych, ale też do świata symboli: mitologii, bajek, rytuałów czy dzieła literackiego. Psychoanaliza już na samym początku zawierała dość szerokie spektrum.

Fromm wprowadza nas do świata symboli. A w prehistorii i starożytności odgrywały one kluczową rolę i mało kto je bagatelizował. Często w pierwszych rozdziałach badacz, powołuje się na badania J. J. Bachofena „wynalazcy” matriarchatu. I tak czy mit babiloński o walce boga Marduka z boginią Tiamat nie jest niczym innym jak zwycięstwem patriarchatu nad erą dominacji kobiet ?

Potem autor przechodzi do polemiki nad teoriami snów u Freuda i Junga. Zresztą nieco tą dziedzinę „racjonalizuje” – jeśli tak to można w ogóle określić. Po czym przechodzi do historii interpretacji snów. I tutaj jest nie lada smaczek, bo autor opisuje jak interpretowano sny w , dajmy na to w starożytności. Pamiętacie słynne cykle koniunkturalne w Biblii: ” siedem lat tłustych” poczym ” siedem lat chudych”, zawarte śnie faraona, interpretowane przez Józefa? A były jeszcze rozważania samego Sokratesa nad istotą snów…

Fromm przedstawił  też, rzecz jasna, swoją technikę interpretacji snów. Ale to już rozdział dla psychologów lub osób które zajmują się samorozwojem.

Najbardziej przyciąga jednak ostatni rozdział tej 200-stronnicowej książki. Mamy tutaj analizy: mitu o Edypie ( podparty postacią Antygony), mit o stworzeniu świata (babiloński i hebrajski ), bajkę o Czerwonym Kapturku, rytuał szabatu ( znowu konotacje babilońskie i judo-chrześcijańskie)  czy w końcu psychoanalityczną interpretacje ” Procesu” Franza Kafki. Erich Fromm słusznie zauważa, że mit babiloński o stworzeniu  świata kończy się wraz z pojawieniem patriarchatu a tutaj wkracza już mit biblijny, kiedy to mężczyźni podporządkowują sobie świat słowem i siłą fizyczną ( i nie jest to to samo słowo co Logos z Ewangelii Św. Jana)…Bajkę o Czerwonym kapturku możemy też interpretować w sposób astrologiczny. To samo tyczy rytuału szabatu, odpoczynku siódmego dnia tygodnia. Czyli w sobotę, dzień saturna ( por. ang. Satur(n)-day ). A że Kościół Katolicki stwierdził kiedyś, że jest ponad Biblią i, że dzisiejsi nasi politycy chcą dać wolne w co drugą niedziele – to oceńcie sobie to sami, drodzy czytelnicy…Walka o wolne soboty nadal trwa ?

Książkę czyta się przyjemnie, gdyż jest napisana popularnonaukowym stylem. Zresztą większość książek Ericha Fromma jest napisana właśnie w ten sposób ( wyjątkiem jest ” Anatomia ludzkiej destruktywności” z dziedziny psychohistorii – zawiera ciekawe analizy dot. dzieciństwa Hitlera, Stalina i Himmlera – jest typowo naukowa  ). Nie jest to hermetyczny styl jakim posługiwał się Jung, więc każdy licealista zrozumie tą książkę. I właśnie to do szerszej publiczności Fromm adresował swoje książki.

Myślę, ż każdy zaczynając przygodę z snami powinien sięgnąć po tę pozycje, niezależnie od tego czy robi się to indywidualnie czy z czyjąś pomocą. Pamiętajmy, że zawsze powinien być ktoś kto nas w taki świat wprowadzi, albowiem samoistne podążanie po sferach nieświadomych może się różnie skończyć, a dla współczesnego człowieka, któremu się wydaje, że już wszystko wie, może zakończyć się tragicznie. Co z tego, że ktoś umie nurkować, jeśli nie będzie postępował mądrze. Można się niemal udusić jak malarz Salvador Dali, przychodząc w stroju płetwonurka ( w sanach woda zazwyczaj oznacza nieświadomość), na swoją wystawę. Trudniejsze sny można zostawić na później. Zresztą i tak nikt w pełni nie zrozumie snów, gdyż jest to sfera, która nie podlega dwóm prawom: czasowi i przestrzeni. A tu już ogranicza nas materia. Co nie znaczy, że nie trzeba ich analizować…

Te prostsze sny wcześniej czy później i tak się zrozumie, bez podejmowania większego ryzyka. Najlepiej je jednak namalować, na „świeżo”, tuż po przebudzeniu lub po ich przypomnieniu sobie.

Erich Fromm nie tylko zajmował się neopsychoanalizą i teorią snów. Był też psychologiem społecznym ( analizował destruktywne aspekty kapitalizmu), krytykiem „postępowej” cywilizacji ( industrializacja, informatyzacja) , teoretykiem miłości ( a że niektórzy biorą się za praktykę nie znając teorii to już kwestia na inny pisarski wywód), badał związki miedzy psychoanalizą a religią ( duchowość, mistyka, buddyzm zen), i jak wcześniej wspomniałem analizował dzieciństwo słynnych osób ( tutaj obok tych czarnych charakterów wymienionych wyżej, należy wspomnieć o psychohistorycznym  rysie samego Zygmunta Freuda ). I przede wszystkim wpisał się w nurt tzw. ” Szkoły Frankfurckiej” ( Instytut Badań Społecznych we Frankfurcie nad Menem) obok Th. Adorna, W .Benjamina i M. Horkheimera. Dziś reprezentantem tej szkoły jest Jurgen Habermas, a mocno nawiązuje do niej Peter Sloterdijk. Tak więc pomimo, że Instytut został założony w pierwszej połowie lat 20-tych ubiegłego wieku, to nadal wpływa znacząco na świat współczesnej humanistyki.

 

Piotr Wildanger

 

Spis Treści:

I. Wstęp

II. Istota języka symbolicznego

III. Natura snów

IV.Freud i Jung

V. Historia interpretacji snów

1.Wczesna niepsychologiczna interpretacja snów

2. Psychologiczna interpretacja snów

VI.Sztuka interpretacji snów

VII. Symboliczny język w micie, baśni, rytuale oraz powieści

  1. Mit o Edypie
  2. Mit o stworzeniu świata
  3. Bajka o Czerwonym Kapturku
  4. Rytuał szabatu
  5. ” Proces ” Kafki.

Opis Książki:

 

Zapomniany język/ Erich Fromm; przekł. Katarzyna Płaza

Kraków : Wydawnictwo Vis-à-Vis/Etiuda, 2009

203, [5] s. ; 20  cm.

 

Rene Magritte, ” Klucz do snów”, 1935 r.

 

 

 

 

 

 

 

Iron Maiden – ” Dream of mirrors ” z albumu Brave new world ( 2000 r. )

 

Rozterki

Rozterki

Rozterki

 

Młody filozof amator

Oparł rękę o mahoniowy stół

Wypił kieliszek wina

Oddał się spokojowi

 

Pustynne nadbiegające szczury

Z otchłanią w sercach

Zrodzone z czarnych dziur

Barbarzyństwa

Zniewoliły umysł

Prostotą myśli

I pociągiem siły

 

Już szturmują pomieszczenie

Ze sztandarami szarości

Ukierunkowanymi na nowoczesność

I porządek

Urozmaicony przyprawami

Luksusu bezwładnego

W końcu wszystko mają gotowe

 

I wdarli się ludzie

W kolorach zwiędłych płomieni

Obejrzeli, posłuchali, podarli

Obrazy, Płyty, Książki

Zostawiając spalenie

Na deser

Powtórnej dzikości

 

Młody filozof amator

Uderzył pięścią w stół

Spostrzegł, że rozlał

Szare komórki

 

Wrzesień 2007

Piotr Wildanger

George Grosz – ” Metropolis „, 1917 r.

Pierwiastek kwadratowy z minus jeden

Pierwiastek kwadratowy z minus jeden

 

Znowu dzisiaj malowałaś na podłodze

Chodziłaś po płótnie poszukując siebie

I wolności negatywnej

Wyłączyłaś świadomość

Spontanicznie kładłaś kolorowe barwy

 

 

Na jesień w parku liście spadały z drzew

Gdzie chodziłaś z rodziną na spacery 

Więc kopiujesz stary  dywan z dzieciństwa

Kiedyś boleśnie na niego upadłaś przewracając się o korzenie

Drzewa Jadu

 

Obserwuje cię najdroższa i widzę jak ogarnia cię Daimonion

Szalenie i trochę nerwowo chcesz wyprzeć na obraz

– Fobie z dzieciństwa:

Nigdy nie lubiłaś ze mną chodzić na spacery do parku…

Choć miało to też pozytywne aspekty

Siedząc na ławce na przeciw ciebie

Wpatrywałem się w  twoje mądre oczy

 

” Coś”

Rysujesz nożami i szkłem 

Wyglądają jak wspomnienia z przedszkola

Którego nie lubiłaś

Jesteś zawsze jak biała mysz wybierająca krętą drogę

Wolisz poznawać coś nowego,

Lubując się w trudnych łamigłówkach

 

Wreszcie w końcowym etapie tworzenia

Doznajesz iluminacji

I rysujesz:

Kwadrat

A w nim ” I „

 

Pytam się, co to dla ciebie znaczy

Odpowiadasz poprawnie – ” Nie Wiem „

 

Piotr Wildanger

Marzec 2012 – Listopad 2017

Underrated cz. 1 : FOREIGNER

Underrated cz. 1 : FOREIGNER

Underrated cz. 1

Subiektywny cykl poświęcony wykonawcom niedocenianym przez opinie muzyczną lub są słabo znani w Polsce.

FOREIGNER ( lata popularności 1977-1988)

Są takie chwile w życiu człowieka, że jak się czasem nic nie udaje i wszystko się sypie wokół ciebie, to znak, że trzeba gdzieś wyjechać. I tak zrobił brytyjski muzyk Mick Jones. Nie udało się w Zjednoczonym Królestwie, niepowiodło się we Francji, to wyjechał do Stanów Zjednoczonych.
O tym, że Wielka Brytania i Stany Zjednoczone Ameryki Północnej to jednak dwa różne społeczne światy, śpiewał potem Sting w piosence Englishman in New York. M. Jones próbował rożnych rozwiązań, aż w końcu trafił na odpowiednich ludzi, którzy mogą sformować zespół rockowy.
A była to angielsko-amerykańska mieszanka. I tak grupa Anglików znalazła jakiś ratunek w Stanach Zjednoczonych, tak jak migranci kilka wieków wcześniej dopływając do brzegów Nowego Świata.

W 1976 roku główny bohater naszej opowieści, założył zespół o wszystko mówiącej nazwie: Foreigner („Cudzoziemiec”). I tak u boku Anglików: Mick Jones – gitara prowadząca, Ian McDonald – gitara rytmiczna, Dennis Elliot – perkusja; znaleźli się Amerykanie: Lou Gramm – wokal, Al Greenwood – klawisze, Ed Gagliardi – bas. Znacie jakiś inny zespół rockowy który ma w swoim składzie aż sześciu członków, do tego w proporcjach 3:3 odnośnie narodowości ?

Ciekawymi postaciami tj. liderami w grupie, oprócz Jonesa rzecz jasna, byli Ian McDonald ( wcześniej King Crimson) oraz wokalista, z włoskimi korzeniami, Lou Gramm, który wcześniej nazywał się Louis Andrew Grammatico. Jeśli ktoś ma jeszcze jakieś wątpliwości co do nazwy zespołu, to faktycznie lepszej nie dało się wymyśleć, bo od obcokrajowców tam się roiło. Panowie byli też multi-instrumentalistami, więc dzielili się obowiązkami. Tak więc powyższy spis na podział ról, dotyczył głównie koncertów.
Zazwyczaj współczesny przeciętny słuchacz zna tylko piękną miłosną balladę I want to know what love is z 1984 roku (album Agent Provocateur). Jednak uwierzcie mi, na europejskim rynku, ten zespół nigdy nie odniósł takich sukcesów jak w Ameryce. Starsze pokolenie pamiętające PRL, też jest bardziej osłuchane w tej grupie.

Zatrzymajmy się na chwile. Nie mam zamiaru omawiać całej biografi zespołu w tym krótkim szkicu. Nie będę omawiał też wszystkich ulubionych piosenek, czy singli które podbijały amerykański rynek przez dekadę. Nie to jest moim celem. Chcę zaprezentować kilka kawałków, które zasługują na uwage. Będzie to subiektywny przegląd, wg. mnie najlepszych dokonań zespołu na kilku płaszczyznach. Nie należy w stu procentach traktować tego tekstu jako informacje, choć niekiedy jakieś kluczowe będą się pojawiać. Jest raczej po to by zachęcić do własnych poszukiwań, nie tylko przez youtube. Inne informacje bez problemu można znaleść na anglojęzycznych stronach internetowych lub klikając materiały źrodłowe na zagranicznej wikipedii.
A zatem będziemy funkcjonować w kilku kategoriach:
– Debiut, należy rozumieć jako prezentacje czy wypadł okazale czy nie
– Melodia, jako najlepsza melodia/muzyka
– Słowa, najlepszy tekst
– Teledysk, najlepszy teledysk ewentualnie klip długometrażowy
– Koncert, najlepsze wykonanie koncertowe jakiejś piosenki
– Nowości, najlepsze ostatnie dokonania.
Wszystkie wpisy w Underrrated będą tego typu i podlegały subiektywnej ocenie. A zatem. Zaczynamy…

A ) Debiut

Wypadł okazale…Ich pierwszy album, o takiej samej nazwie jak zespół, w USA został przyjęty bardzo dobrze. A pierwszy singiel Feels like the first time, zajął wysokie 4 miejsce na liście przebojów Billboarda. Tak więc część roku 1977 została niemalże zdominowana przez muzykę tego zespołu…Oczywiście głównie w USA. Znaną piosenką z tego albumu była również Cold as ice, aczkolwiek, nie ona zasługuje tutaj na pochwały. Prawdziwą perełką na debiutanckim albumie była  Fool for you anyway, niewydana na singlu. Piosenka jest do dziś wykonywana na koncertach. Podparta chórkami i w całości napisana przez Micka Jonesa, który większości stworzył repertuar zespołu.

 

Mick Jones

Z innych ciekawostek: zespół podlegał pod wytwórnie Atlantic Records, która była dość wpływowa w tamtych czasach.

Piosenki na albumie mieściły się soft-rockowym i hard-rockowym nurcie. Często jednak używano syntezatorów i instrumentów dętych. Jak pisałem wcześniej, wielu z członków zespołu było multi-instrumentalistami, więc posiadali takie szerokie umiejętności. Szczególnie przodował w tym Ian McDonald. I tak, można było jako linię prowadzącą, skorzystać z np. z syntezatorów, organów, saksofonu, flecie czy bardziej podgłośnionego basu. Stosowano też chórki, głównie wpływowego tria , opisanego wcześniej, które ciągnęło zespół w górę. I tak album osiągnął 4 miejsce na liście w Stanach i pokrył się tak 5-krotną platyną…Jednak pamiętajcie, Fool for you anyway z Lou i Mickiem na wokalu i z gitarą klasyczną w ręku zawsze ma swój urok. I nie tylko w studio, ale też na koncertach.

B) Melodia

Tutaj miałem, duży zawrót głowy. Ale po kolei…
1981 był rokiem sukcesu dla zespołu. Grupa już bez Iana McDonalda i zredukowana do 4-osobowego składu. Wydali wtedy swój czwarty album o nazwie…4 . Cóż, kiedyś Led Zeppelin i Queen numerowali swoje płyty. Ci pierwsi skończyli liczenie na 3, a 4 album wydali bez nazwy, Queen doliczył się do 2. Numerował też Lenny Kravitz ( „5” ) i Bryan Adams („11”). To oczywiście nie świadczy to o tym, że mieli problemy z liczeniem. Tym bardziej, że liczyli dobrze, tylko, że dalej im się nie chciało…Być może tytuł albumu odnosi się nie tylko do 4 z kolei albumu, może też chodzić 4-osobowy skład.

 

Ian McDonald

Wróćmy jednak do meritum…Jeśli chodzi o melodie, to brylują tutaj dwie piosenki: Waiting for a girl like you, którą uważam za największy przebój zespołu, nawet bijący I want to know what love is; oraz balladę rockową na…3 gitary z syntezatorem czyli Girl on the moon . Jakbym miał wybrać jedną to wybrałbym tą pierwszą. Bardzo dobrze tu wszystko współgra, przepiękna linia melodyczna, ujmująca muzyka i tekst ( wiem nie o tym miało być). Kreatywność na wysokim poziomie (to samo tyczy Girl on the moon). I dodatkowy plus – weź człowieku zaśpiewaj to na żywo. Sam Lou Gramm, który jest dobry w tym co robi niekiedy miewał z nią na koncertach kłopoty…I jeszcze widać dobrze wykonaną pracę producenta a raczej producentów bo tutaj Micka Jonesa wsparł słynny Robert John „Mutt” Lange ( m. in. współpracował z AC/DC, Bryanem Adamsem, Def Leppard, The Corrs, Muse, Nickelback, Maroon 5, i z Shanią Twain – po czym został jej mężem). Zresztą Foreigner mieli szczęście do producentów, bo wcześniej korzystali z usług Roya Thomasa Bakera, który był producentem Queen w latach 70-tych.
Rockowa ballada Waiting for a girl like you, nie tylko ujęła za serca Amerykanów, ale też inne obszary anglojęzyczne. 2 miejsce na liście przebojów na scenie USA o czymś świadczy.
Obok niej były jeszcze inne hity: Juke box hero oraz Urgent (której wersji studyjnej kiedyś nie znosiłem) ze znakomitym solo na saksofonie.

 

C ) Tekst

Tutaj też miałem zawrót głowy, bo soft-rock i hard-rock nigdy w tej warstwie nie przodowały, po prostu chodzi o rockowe melodyjne piosenki z pazurem – w większości przypadków.
Jednak wybrałem With heaven on our side z 1992 z komplikacji z najlepszymi hitami zespołu The Very Best … and Beyond. Czasami wchodzę w dość „osobiste” relacje z tym albumem, albowiem od niego zaczęła się moja przygoda z tym zespołem. Więc wiele to dla mnie znaczy. Album z hitami zawierał 3 premierowe piosenki. Oprócz omawianej były jeszcze Soul doctor (teledysk do niej to dziś unikat) oraz Prisoner of love z też bardzo dobrym tekstem.
With heaven on our side miała aż 5 autorów: M. Jones, L. Gramm, J. Edwards, P. Huxley, S. Schiff przynajmniej tak głosi informacja dotycząca praw autorskich na okładce. Pytanie jak było naprawdę i przede wszystkim kto z tej 5 odpowiada za tekst do dziś stanowi dla mnie tajemnicę. Zapewne część napisała tekst a reszta muzykę. Ewentualnie zespół postanowił się podzielić pieniędzmi ze wszystkimi którzy mieli w niej jakiś udział. Jest jeszcze jedna opcja którą należy rozpatrzyć…Zawirowania w składzie, do czego też zespół miał wyjątkowe szczęście i Mick Jones powinien grać w totolotka, bo nie wiem jak on w latach 80-tych to wszystko mógł ogarnąć.

Lou Gramm

Skoro jest to poddział o warstwie lirycznej to zamieszczam tekst w całości po angielsku.
Jeśli oczywiście ktoś lubi teksty o utraconej miłości i nadziei na ułorzenie wszystkiego od nowa. Jeśli nie, to prosze nie czytać.

” With heaven on our side ”

Time
Our precious time
In the beginning
Your heart and mind
I though our love
was one of a kind
And I thought we were winning
But I was one step behind

Words
I couldn’t say
The words that will keep you
From running away
But I should have tried
Even begged you to stay
I felt the tears of an angel
Fall from heaven that day

I know, I know
Your voice keeps haunting me
Come home, come home
Come on back to me
I know it ain’t easy
You’re a part of me
You’re the wings on my heart

Can we give our love another try
Can we keep our broken dream alive
Now more than ever
With heaven on our side
Can we give our love one more night
I miss you angel
Can we make it right
Now and forever
Wiht heaven on our side

This tender love
Slipped through our hands
Two broken hearts
Can not withstand it
Girl I know
what I put you through
If you need me now
I’ll be there for you.

I know it ain’t easy
You’re still a part of me
You’re the wings on my heart

Can we give our love another try
Can we keep our broken dream alive
Now more than ever
With heaven on our side
Can we give our love one more try
Oh angel Baby
Shine our golden light
Now and forever
With heaven on our side

Can we give our love another try
Can we keep our broken dream alive
Now and forever
With heaven, heaven on our side

(M. Jones, L. Gramm, J. Edwards, P. Huxley, S. Schiff).
1992

 

Piosenka nie zmieściła się w pierwszej setce listy przebojów w USA, zajęła ostatecznie 103 miejsce. Po 1988 roku zespół zanotował dość spory spadek zainteresowania. Pamiętajmy, że popularność grupy ograniczała się jedynie do krajów anglojęzycznych i to nie wszystkich. Ciągłe zawirowania w składzie, konflikty w zespole i ostateczne odejście Lou Gramma z zapewne też się do tego przyczyniły. Mick Jones został niemalże sam i musiał wszystko sklejać by kariera zespołu nie poszła na marne. Gramma który poszedł w karierę solową ( sukcesy piosenek Midnight blue oraz One dream z 2 części filmu Highlander -co u nas w Polsce przetłumaczyli jako…Nieśmiertelny).

Nowym wokalistą został Johnny Edwards (album Unusual heat z 1991 r. ), który też widnieje jak współautor With heaven on our side. Już tłumaczę o co gra, bo jak sam to kiedyś zobaczyłem to pogubiłem się o co w tym wszystkim chodzi. Zespół przechodził takie zawirowania w tym okresie, że na albumie z hitami zespołu widnieje J. Edwards jako współautor piosenki, a śpiewa ją L. Gramm, który…Zdecydował się wrocić do zespołu by zaśpiewać te 3 premierowe wspomniane piosenki. Gdy ukazał się album, Johnny’ego Edwardsa nie było już w zespole. Co dziwne pominięto też single z ostatniego albumu z tym wokalistą. I tak jest do dzisiaj jeśli chodzi o składanki tego zespołu, a tego trochę jest…Ale o tym na koniec.

D ) Teledysk

Nie wiem czy lubicie czarno-białe teledyski. Czasem sobie żartuje, że po co kręcić wideo w kolorze jeśli w odcieniach szarości są tańsze. Ale czarno-białe klipy też mają swój urok niczym fotografie bez koloru. Czasem styl retro ma swoją dusze. Być może dlatego ostatnio taka moda się zrobiła na płyty winylowe…Rozumiem czas iść z duchem czasu, ale ja sobie kasety magnetofonowe i płyty kompaktowe zostawiam. Zresztą te pierwsze bardziej umiłowałem.

W 1987 roku Foreigner wydali swój ostatni dobry album. Obok takich hitów jak Hearts turn to stone oraz I don’t want to live without you, pojawiła się Say you will. I jest moja ulubiona piosenka tego zespołu. Ulubioną jest też Waiting for a girl like you. A tuż za nią Girl on the moon. Więc mamy 2 ulubione i jedną prawie ulubioną…Wiem, że z logiką zachodnią nie wiele to ma wspólnego, ale chyba jest coś na rzeczy, w końcu w sztuce wszystko jest możliwe gdyż jest to dzieło wyobraźni. Wiec chyba i tutaj można tak to rozpatrywać…
Zajeła wysokie, bo 6 miejsce w USA.
Autorami tej piosenki był duet L. Gramm/M. Jones. Traktuje o perturbacjach pewnego faceta z niezdecydowaną kobietą. Jednym zdaniem, on jest na „tak”, a ona na „nie wiem”. Inaczej: on jest bardziej na „tak”, a ona na bardziej na „nie” – czyli „nie wiem”. A jeszcze dodać do tego te wypady do kawiarni/pubów/klubów i potem nieprzespane noce podmiotu lirycznego to faktycznie można wtedy zaznaczyć sobie na facebooku, że jest się w skomplikowanym związku…

Reżyserem teledysku był David Fincher. Warto zwrócić uwagę na efekt „odbicia” postaci w oczach, co w czarno-białym klimacie wygląda rzeczywiście znakomicie. Pomimo upływu czasu teledysk wygląda jakby miał zaledwie kilka lat, a przecież, był kręcony w drugiej połowie lat 80-tych.

E ) Koncert

Tutaj mniej się głowiłem.
Zanim przejdę do odpowiedniej piosenki, krótko napiszę o samych koncertach. O tuż ich bardzo często koncerty są krótkie. Czasem zawierają 12 czy 13 piosenek i na tym się kończy. Co dziwne trochę, bo inni artyści grają po 1,5 h lub dłużej. Nie wiem z czego to wynika, że akurat ten zespół tak po macoszemu traktuje ten aspekt. Niekiedy zdarzają się dłuższe występy, w zależności od trasy koncertowej. Ale z oficjalnych wydawnictw wynika co innego. Drażni też to, że jak koncerty są czasem dłuższe, to i tak na oficjalnym wydawnictwie koncertowym dostajemy 3/4 tego co było na żywo. Czasem dochodzi do takich paradoksów, że raz jest udostępniony cały koncert, a czasem mocno okrojony – i jest to ten sam koncert. W dodatku jedno i drugie wydawnictwo pojawia się na przestrzeni zaledwie kilku lat.
I to jest właśnie kompletny surrealizm, bo nawet ja z nadrealistyczną osobowością, nie rozumiem, polityki wydawniczej tego zespołu i ich wydawnictwa. Więc tutaj duże minus.

Ale do meritum…
Zdecydowanie podoba mi się wykonanie piosenki Starrider z debiutanckiego albumu. Świetnie brzmi na żywo. Jest jeszcze Juke box hero, Urgent, Fool for you anyway, – z tych wymienionych wcześniej. Double vision i Hot blooded też się znakomicie sprawdzają na żywo. Przy tej ostatniej, aż się chce zamknąć oczy i tańczyć z kieliszkiem wina w ręce. Ale to tylko taki muzyczny fetysz. Na moje usprawiedliwienie, nie tylko mój. Bez Starrider koncerty Foreigner mocno by ucierpiały.

 

Starrider autorzy : Al Greenwood i Mick Jones,

 

6 ) Nowości

I tym sposobem dotarliśmy niemalże do końca tego szkicu o Foreigner. A zatem:
– Co słychać?
– Dźwięki…
I to nie bylejakie dźwięki. Choć o to było bardzo trudno.
Ale od początku…

W 2009 roku zespół w końcu wydał album pt. Can’t slow down już z nowym wokalisą Kelly Hansenem. Nowy głos zespołu wcześniej już dał kilka popisów na żywo, a trwało to latami. Zapowiedź nowej płyty była niczym koszmar fanów Guns 'n’ Roses, który wiele lat wydawał Chinese democracy. A wierzcie mi, dla prawdziwych fanów to jest prawdziwy horror, prawie jak z filmów A. Hitcocka. Od ostatniego albumu z Lou Gramem na wokalu, a było to Mr. Moonlight z 1994 roku ( dziś ciężko zdobyć tak jak Unusual heat z 1991) mineło 15 lat.
W między czasie w zespole na perkusji grał nijaki Jason Bonham. Jest to dość znane nazwisko w świecie współczesnej muzyki, tym bardziej jak się jest synem nieżyjącego członka Led Zepplin słynnego „Bonzo”, który też był bębniarzem. Tak więc Mick Jones liczył na kolejne otwarcie w karierze zespołu. Tym bardziej, że oprócz wymienionego współproducentami albumu zostali Mati Fredriksen i Mark Ronson.

Na albumie Can’t slow down mamy, oprócz piosenki tytułowej,kilka dobrych piosenek. Szczególnie Too late, oraz In pieces. Jednak When it comes to love bije wszystkie na głowę. Zespół znowu postawił na namiętny teledysk i chyba obok wymienionego wcześniej Say you will jest to kolejny sukces tego zespołu. Uroku dodaje saksofon. Jednak na tych 4 piosenkach się album 'kończy”, bo inne są po prostu przeciętne. Prawdopodobnie Mick Jones chciał uderzyć tutaj z rozmachem w tony ” 4″, najlepszego wg. mnie albumu zespołu. Jak słychać nie do końca to wyszło. Każdy powrót bywa ryzykowny…
Zespół od tamtego czasu dużo koncertuje po USA i Europie. Czasem wydaje coś nowego jak album akustyczny z nową piosenką Save me, nawiązującej do największych przebojów zespołu. Ostatnio koncertują z orkiestrą symfoniczną.

 

Kelly Hansen

Czas na odrobinę krytyki, bo ile można pisać peanów na cześć Foreigner. Niby to subiektywny dobór piosenek, ale zachowajmy resztki obiektywności. Zespół lub ich wydawca lubi zaśmiecać rynek muzyczny, składankami typu „best of”. Tyle tego się namnożyło, że to już nie jest stado królików, tylko prędzej 101 dalmatyńczyków. A takie „odcinanie kuponów od sławy” mnie tylko trochę bawi. To samo od lat czyni zespół Kiss.
Kilka tygodni temu na scenie z Forigner pojawił się Lou Gramm. Debiutancki album obchodzi w tym roku 40-lecie istnienia..

Feels like the first time, czyż nie ?

 

Piotr Wildanger

PS: pisane przy słuchaniu całej dyskografii studyjnej Foreigner.

Wszystkie zdjęcia za wikipedia.org, tekst piosenki With heaven on our side zaczerpnięty z wkładki do płyty. Teledyski i wykonania live z youtube.

Francuskie rewolucje i kryzysy polityczne w XIX i XX wieku.

Francuskie rewolucje i kryzysy polityczne w XIX i XX wieku.

Francuskie rewolucje i kryzysy polityczne w XIX i XX wieku. 

 

Francja, w wyniku przystąpienia do Świętego Przymierza, była strażnikiem status quo w ponapoleońskiej Europie. Nadal miała status mocarstwa, więc mogła rywalizować z pozostałymi silnymi państwami o afrykańskie terytoria, by poszerzać swoje imperium. Jednak we francuskim życiu politycznym nadal pojawiało się pęknięcie, dzielące Francję na dwa obozy: rojalistów (monarchistów) i republikanów.

 

Rewolucja lipcowa 1830

Do pierwszego poważnego starcia doszło u kresów rządów Karola X (1824-30) z dynastii Burbonów, kiedy to narastał spór na linii król-liberałowie. Już w 1827 roku rozwiązano  Gwardię Narodową, gdyż ta coraz silniej ulegała wpływom liberałów. W tym samym roku w Paryżu dwukrotnie wybuchały uliczne zamieszki. W sierpniu 1829 roku król Karol X powierzył kierownictwo nowemu gabinetowi pod przywództwem księcia Juliusza de Polignaca, który bagatelizował siły opozycyjne w Izbie Deputowanych. Po udanej operacji opanowania Algierii, w glorii chwały, rząd postanowił rozwiązać Izbę Deputowanych, w której, po nowych wyborach z czerwca-lipca, 2/3 stanowiła opozycja. Karol X zdecydował się na niekonstytucyjne posunięcie i 25 lipca 1930 roku wprowadził cztery ordonanse (rozporządzenia z mocą ustawy), które rozwiązały Izbę (która nie zdążyła się jeszcze zebrać), ograniczały prawa wyborcze burżuazji, zlikwidowały wolność prasy i wreszcie zapowiadały nowe wybory przy zmienionej ordynacji. Następnego dnia manifestowali już studenci i dziennikarze. Wieczorem 27 lipca lud Paryża zaczął wznosić barykady. Rozpoczęła się tzw. rewolucja lipcowa. 28 lipca lud zdobył ratusz i arsenał. Wojskowi nie zdołali opanować sytuacji, część ich sił wsparła powstańców. Następnego dnia do ruchu ludowego przyłączyli się politycy i część posłów. Wskrzeszona została Gwardia Narodowa na której czele stanął  La Fayette. To właśnie jego poparcie, jak i dziennikarzy Adolfa Thiersa i Francoisa Migneta, bankiera Jacquesa Laffittego i innych – wzniosło na tron Ludwika Filipa 9 sierpnia 1830 roku. Karol X abdykował i musiał uciekać do Anglii. Tak rodziła się monarchia lipcowa, monarchia a nie republika, co jeszcze przez pewien czas irytowało paryski lud. Zmodyfikowana Karta konstytucyjna, której miał przestrzegać Ludwik Filip, była umową króla z ludem (obywatelami a nie poddanymi). Przywrócono trójkolorowy sztandar i Gwardię Narodową. Rozszerzono prawa parlamentu. Oto skutki rewolucji lipcowej we Francji w 1830 roku[1].

Rewolucja lutowa i czerwcowa 1848

Nie minie 18 lat od licowych wydarzeń i Francją znów zawrze. Reżim chwiał się, ale wciąż trwał. Postulaty opozycji tj. m.in. rozszerzenie praw wyborczych, obniżenie cenzusu majątkowego i zakaz łączenia mandatu poselskiego i funkcji publicznych, były odrzucane prze Ludwika Filipa. Rząd Francisa Guziota kompromitował się w oczach Francuzów przez liczne skandale na polu korupcyjnym i obyczajowym. Kryzys pogłębiła katastrofa ekonomiczna: bankrutują firmy, wzrasta bezrobocie, do tego pogarsza się sytuacja w przemyśle i rolnictwie. Rośnie atmosfera wokół bankietów politycznych organizowanych przez opozycje a popieranych przez lud. 22 lutego 1948 roku paryski lud  podjął walki z wojskiem. Pojawiły się pierwsze barykady. Gwardia Narodowa uchyla się od walki z tłumem (niekiedy dochodziło do incydentów między gwardią a wojskiem). 23 lutego król zdymisjonował Guizota, mimo to sytuacja zaostrzyła się. Tekę premiera otrzymał opozycjonista Thiers, a misję pacyfikacji powstańców marszałek Bugeaud, niegdyś zdobywca Algierii. 24 lutego do ruchu ludowego dołączają radykałowie. Walki z powstańcami, w obawie przed Gwardią Narodową, prowadzone były niesfornie. W południe Ludwik Filip abdykował. Izba Deputowanych zdecydowała się powierzyć władze Rządowi Tymczasowemu pod przewodnictwem politycznego weterana Dupont de l’Eure’a. Pierwszą decyzją rządu było ogłoszenie II Republiki. Wprowadzono też wolność pracy i wolność zgromadzeń. Zniesiono karę śmierci za przestępstwa polityczne. W kwietniu odbyły się równe i powszechne wybory do Zgromadzenia Narodowego, w których zwyciężyli republikanie i monarchiści. Nowe Zgromadzenie wybrało nowy rząd – Komisję Wykonawczą składająca się z 5 osób. Po manifestacjach ludu Paryża (sympatyzował z Polakami, wznosił postulaty o wsparcie powstania wielkopolskiego) i aresztowaniach działaczy lewicowych, wybuchły kolejne zamieszki w Limogres i w Rouen. Komisja Wykonawcza wydała dekret o likwidacji nieefektywnych warsztatów narodowych. W efekcie 22 czerwca w Paryżu odbywa się manifestacja robotników, potem wznoszone były barykady. Rozpoczęły się „dni czerwcowe„ czyli rewolucja czerwcowa. Całymi dniami dochodziło do gwałtownych starć z siłami generała Luisa Cavaignaca, któremu 25 czerwca Zgromadzenie przekazało władzę dyktatorską. W ten sposób Komisja Wykonawcza przestała istnieć. Ostatecznie siły rządowe krwawo stłumiły powstanie 26 czerwca. Gen. Cavaignac otrzymał tytuł prezydenta ministrów. Efektem obydwu rewolucji było uchwalenie konstytucji w dniu 4 listopada 1848. Ustalono, że władzą ustawodawczą będzie jednoizbowe Zgromadzenie Prawodawcze wybierane na 3 lata. Władze wykonawczą sprawować będzie prezydent wybierany na 4 lata w wyborach powszechnych, bez prawa do reelekcji.10 grudnia 1984 w owych wyborach zwyciężył Ludwik Napoleon Bonaparte[2].

Komuna Paryska 1871

            Głównymi przyczynami wybuchu Komuny Paryskiej były przede wszystkim: przegrana wojna z Prusami (podczas której ogłoszono III Republiki i rządu obrony narodowej z Leonem Gambettą ), brak zmian ustrojowych po upadku II Cesarstwa i wzrost napięć pomiędzy robotnikami a burżuazją. Traktat pokojowy z Niemcami negocjował monarchista Adolf Thiers, który był w tym czasie szefem rządu. Alzacja i Lotaryngia przeszła w ręce nowoutworzonego Cesarstwa Niemieckiego a Francja musiała zapłacić 5 mld franków w złocie – takie były warunki ugody z Bismarckiem. Thiers zawarł też porozumienie ze Zgromadzeniem w Bordeaux odnośnie tego, że republika jest rozwiązaniem tymczasowym. Rząd (przeniesiony już na Wesal) narzucił Gwardii Narodowej prawicowego generała d’Aurelle de Paladines, którego Gambetta pozbawił wcześniej dowództwa jednej z armii. Gwardia Narodowa powołała komitet Centralny jako reprezentanta uzbrojonego ludu Paryża. 15 marca KC Gwardii Narodowej odmówił wydania wojsku dział (na rozkaz Thiersa). Armaty były ulokowane na Wzgórzu Montmartre, wojsko próbowało je zagarnąć, lecz tłum paryżan udaremnił to. W armii nastąpiła dezorientacja, część żołnierzy bratało się z ludem, rozstrzelano nawet dwóch generałów. W efekcie czego Thiers zdecydował się na ewakuacje stolicy, wojsko dostało rozkaz wycofania się do Wersalu. Władze w Paryżu objął Komitet Centralny Gwardii Narodowej. 26 marca odbyły się wybory do Rady Generalnej Komuny Paryża, ukształtowały się w niej grupy polityczne: jakobini (lewica drobnomieszczańsko-radykalna) i blankiści (od komunisty Luisa Blanqui; zwolennicy rewolucyjnego terroru ) oraz proudhoniści i działacze Międzynarodówki, będący w mniejszości. Rada wydała dekrety które wprowadzały m.in.: rozdział Kościoła od państwa, bezpłatną oświatę, częściową nacjonalizację przemysłu, oraz ustanowiły minimum płacy robotniczej.  Komuna była też istnym aktem wojny społecznej, jak i protestem narodowym przeciw kapitulacji wobec Niemiec oraz próbą przeciwstawienia się tendencjom monarchistycznym. Do Paryża przybywali liczni demokraci i rewolucjoniści z innych narodów np. Polacy: Walery Wróblewski i Jarosław Dąbrowski czy Węgier Loe Frakel. Komuna Paryska miała świecić przykładem innym francuskim miastom by podążały tą samą drogą co Paryż, i tak faktycznie nieraz się działo m.in. w Bordeaux, Tuluzie, Lyonie czy Marsylii. Jednak wszędzie ruch był nieskoordynowany, źle kierowany a paryskie powstanie osłabiały spory ideowe na linii KC Gwardii-Rady Komuny-Komitetu Ocalenia. Komuna nie miała też głośnych przywódców.

2 kwietnia rozpoczął się ponowne walki z wojskiem, przedtem wspartym 100 tys. jeńców francuskich, którzy na drodze porozumienia z Niemcami wyszli z niewoli. 21 maja rozpoczął się „krwawy tydzień” walk ulicznych, zdobywania barykad, terroru i represji. Ostatecznie walki zakończyły się zwycięstwem wojsk rządowych. Większość komunardów poległa w walce lub została stracona. Paryż stracił prawie ¼ swojej populacji robotniczej. Liczne represje na krótką metę ostudziły zapał ruchu robotniczego i wykluczyło francuską lewicę z życia politycznego. Tak zakończyła się ostatnia romantyczna rewolucja w XIX wieku[3].

Sprawa Dreyfusa na przełomie wieków

Po aferze panamskiej związanej z budową Kanału Panamskiego wśród części francuskiego społeczeństwa nastąpił wzrost tendencji antysemickich. Lecz dopiero rok później w 1894 roku wybuchnie inna afera, która podzieli Francję na dwa obozy. Jej głównym bohaterem stał się kapitan Alfred Dreyfus, oficer sztabowy pochodzenia żydowskiego, który został oskarżony o szpiegostwo na rzecz obcego państwa – Niemiec. Na nic zdały się zapewnienia o niewinności oskarżonego i pomimo wątpliwych dowodów został on zdegradowany i skazany przez sąd wojskowy na karę dożywotniego więzienia. W 1896 szef wywiadu wojskowego Georges Picquart ustalił, że niemieckim szpiegiem był inny oficer a Dreyfus jest niewinny. Wobec czego rozpoczęły się zażarte zmagania, które zmierzały do uwolnienia i rehabilitacji poszkodowanego. Duża większość dowódców wojskowych, prezydent Felix Faure, środowiska katolickie, zwolennicy monarchii, większość parlamentarzystów a także najważniejsza prasa widziała w tym zamach na honor armii jak i patriotyczne ideały. Po drugiej stronie barykady, w mniejszości byli politycy pochodzenia żydowskiego, ludzie lewicy z Georgesem Clemenceau oraz intelektualiści. Wśród tych ostatnich był pisarz Emil Zola, który opublikował na łamach L’Aurore artykuł pod tytułem „Oskarżam” w formie listu otwartego do prezydenta Republiki Francuskiej. W biegiem czasu proporcje zaczęły się zmieniać. Można zaryzykować stwierdzenie, iż dreyfusyści byli na lewicy a antydreyfusyści na prawicy. Pozytywne rozstrzygniecie sprawy Dreyfusa dawało sukces lewicy republikańskiej w wyborach do Izby Deputowanych w 1898 i 1902. Był też inny wymiar: była to odsłona nowoczesnego antysemityzmu francuskiego, który narastał  w masowych społeczeństwach demokratycznej cywilizacji Zachodu. Prawicowa prasa przedstawiała zarówno, samego Dreyfusa jak i Żydów, jako element niepatriotyczny. Obserwator całej afery, Theodor Herzl (twórca ruchu syjonistycznego), uznał że proces asymilacyjny Żydów w Europie skazany jest z góry na porażkę. Sprawa Dreyfusa ostatecznie zakończyła się jego rehabilitacją dopiero w 1906 roku[4].

Wolna Francja – Rząd Vichy 1940-44

W wyniku napaści nazistowskich Niemiec na Polskę ( z którą Francja była związana sojuszem wojskowym) rozpoczęła się druga wojna światowa. Trzy dni później, 3 września 1939 roku, III Republika wypowiedziała wojnę swojemu wschodniemu sąsiadowi. Jednak ówcześni politycy francuscy nie zrobili nic by pomóc swojemu sojusznikowi. Taktyka wojskowa opierała się na defensywie, w czym miała pomóc Linia Maginota ( silne umocnienia na granicy z Niemcami). Było to zgodne z odczuciami opinii publicznej, która pamiętała jeszcze masakry z okresu wielkiej wojny 1914-18. Francuskie społeczeństwo wiedziało, że wojna wcześniej czy później dotknie ich kraju. Tak też się stało. 10 maja 1940 roku niemiecka „wojna błyskawiczna” zalała kraje Beneluksu. Potem dokonując kolejnej ofensywy, pod Sedanem, w efekcie odcinając wojska alianckie. Los Francji był praktycznie przesądzony. 18 czerwca 1940 roku w Londynie za pośrednictwem radia BBC generał Charles de Gaulle wygłosił apel do rodaków o dalszą walkę z niemieckim najeźdźcą.
21 czerwca pokonana Francja zgodziła się na warunki stawiane przez Hitlera. W efekcie nastąpił podział Francji z czego 2/5 na południu ze stolicą w Vichy miało być państwem niezależnym, co różnie bywało w praktyce. Francja znów podzieliła się na dwa zwalczające się obozy. Po jednej, mało znany renegat generał Charles de Gaulle założyciel w Wielkiej Brytanii Wolnej Francji. Po drugiej stronie barykady faszyzujący Rząd Vichy z Pierrem Lavalem i marszałkiem Phillippe Petainem, którzy wybrali drogę kolaboracji z Niemcami. Nie po raz pierwszy Francuzi walczyli z Francuzami, lecz tym razem walki nie odbywały się na terenach byłej Francji lecz w ich koloniach. Zwaśnieni rodacy walczyli między sobą w Dakarze (klęska de Gaulle’a) i Gabonie (klęska wojsk Vichy). W 1941 roku ponownie doszło do walk, tym razem na Bliskim Wschodzie, o Syrię i Liban, gdzie wojska generała Dentza wiernemu Vichy, stawiały zaciekły opór Wolnym Francuzom i Brytyjczykom. Ostatecznie akcja zakończyła się zwycięstwem aliantów. Potem losy obu Francji potoczyły się lawinowo. Na wieść o alianckim lądowaniu w Afryce Północnej (operacja „Torch”) do Państwa Vichy weszły wojska niemieckie, oczywiście za zgodą Lavala. Niepewny polityczne admirał Darlan został zamordowany przez jednego ze spiskowców w Algierze. Zamach ten spowodował, że spadkobiercami przyszłej wolnej Francji zostaną generałowie Giraud i de Gaulle. Ci obaj politycy powołują Francuski Komitet Wyzwolenia Narodowego – CFLN. W 1944 roku alianci dokonali desantu w Normandii a potem wojska generała Leclerca wyzwoliły Paryż  i Strasburg. Charles De Gaulle objął przewodnictwo Tymczasowego Rządu Republiki Francuskiej. Francja znowu była wolna. Politykom pozostało zadanie odbudowy republiki i rozrachunku z przeszłością (Laval skazany na karę śmierci a Petain na dożywotnie więzienie). Po ostatecznej klęsce Niemiec w maju 1945 roku, Francja na powrót stała się europejskim mocarstwem mającym udział w zwycięstwie w wojnie jak i posiadała nawet swoją strefę okupacyjną Niemiec[5].

Wyzwolenie Paryża – 25 sierpnia 1940. Foto wikipedia.org

Kryzys Algierski 1954-62

Od połowy lat 50-tych algierscy muzułmanie z Frontu Wyzwolenia Narodowego (FLN) rozpoczęli otwartą walkę z oznakami dominacji francuskiej w Algierii. W 1957 rząd Francji nie zgodził się na niepodległość. IV Republika znalazła się  na skraju wojny domowej. Według tzw. „czarnych stóp” (Francuzi żyjący od pokoleń w północnej Algierii) jak
i dowództwa wojskowego, które zwalczało partyzantów, Francja nie mogła sobie pozwolić na utratę kolejnej koloni (po klęsce w Indochinach). Poza tym większość społeczeństwa francuskiego uważała Algierie za część Francji. Dochodziły też czynniki ekonomiczne (saharyjska ropa). Wojskowi kierujący walką z FLN naciskali na Paryż, by ten nie pozostawiał sprawy algierskiej samej sobie. 13 maja 1958 roku przez aktywistów sprawy Algierii francuskiej, został opanowany gmach generalnego gubernatorstwa w Algierze. Powołano do życia Komitet Ocalenia Publicznego, popierany przez francuską armię w Algierii. Tworzyło to sytuację dwuwładzy: KOP w Algierze i rząd w Paryżu. Zgromadzenie Narodowe wprowadziło stan wyjątkowy na trzy miesiące. Aktywiści „Algierii francuskiej” generałowie Salan i Massu zaplanowali operację „Rezurekcja”, której celem było objecie władzy w metropolii. Sytuacja stała się napięta. Nad wszystkim czuwał generał Charles de Gaulle, który nie był od lat politycznie aktywny. Rządzący rozpoczęli zakulisowe negocjacje z de Gaullem, który miał też poparcie generała Salana. Ostatecznie w maju 1958 prezydent Rene Coty zaprosił Charlesa de Gaulle’a do powołania Rządu Ocalenia Narodowego. Uzyskał on poparcie większości parlamentarnej i w czerwcu Zgromadzenie Narodowe zatwierdza nowy rząd z de Gaullem jako premierem. Operacja „Rezurekcja” została odwołana. W tym samym miesiącu w Algierze, generał de Gaulle wzywa do pojednania i odnowy. We wrześniu na placu Republiki, zaprezentował projekt nowej konstytucji, która została zaakceptowana w referendum (80% głosów). Daje to początek V Republice. De Gaulle został jej pierwszym prezydentem. Drugim ważnym epizodem podczas wojny w Algierii jest tzw. „ pucz generałów”, kiedy to de Gaulle głosił hasło „Algierii algierskiej” czyli samostanowienia koloni. W dniach 22-26 kwietnia 1961 doszło do nieudanego „puczu generałów” w Algierii, którym kierowali generałowie Maurice’a Challe, Edmond Jouhaud i Raoul Salan, mającego nie dopuścić oderwania się muzułmańskiej koloni od Francji. Na ten czas prezydent de Gaulle sięgnął po specjalne uprawnienia konstytucyjne i wygłasza odezwę do narodu i żołnierzy stacjonujących w Algierii, zawieszone zostają loty samolotowe (w obawie lądowania komandosów w Paryżu) – w wyniku czego pucz wygasł a spiskowcy zdecydowali się na walkę terrorystyczną powołując OAS (Organizacja Tajnej Armii). Ostatecznie 3 lipca 1962 na mocy rokowań w Evian i referendów, Francja uznała niepodległość Algierii[6]

Jeden z Harkisów – muzułmanów w służbie Francji. Po wojnie nie wszyscy zdołali przedostać się do Francji, a w Algierii czekał odwet z rąk FLN. Foto źródło: wikipedia.org

Rewolta majowa 1968

Od początków lat 60tych na świecie kształtowała się tzw. Nowa Lewica. .Jej bazą społeczną była młodzież studencka, jak i część intelektualistów akademickich, którzy zapatrywali się z nadzieją na środowiska imigranckie, by te dokonały zmian społeczno-politycznych w zastałej rzeczywistości społeczno-politycznej. Apogeum protestów studenckich, przypadło na słynny rok 1968. Wydarzenia miały charakter kontynentalny. Rozpoczęły się w Stanach Zjednoczonych, poprzez Meksyk (o mały włos nie odwołano letnich Igrzysk Olimpijskich), aż w końcu dotarły do Europy Zachodniej tj.:  do RFN
i Włoszech. Jednak największy wstrząs spowodowały one we Francji. Lewicujący studenci (goszyści) domagali się reform w systemie oświaty i walki z konsumpcjonizmem. Ich naczelnym hasłem ideowym było trzy „M” tj. Marks (miał być ojcem rewolucji), Mao (mieczem), Marcuse (prorokiem). Kryzys na linii buntująca się młodzież a rząd narastał. Goszysci opanowali uniwersytet w Nantrre, potem przenieśli się na Sorbone do centrum Paryża. Na lidera goszystów wyrastał Daniel Cohn-Bendit. Organizowano liczne manifestacje, dochodziło do poważnych starć z policją. Po obu stronach byli ranni.  W nocy z 10 na 11 maja, podczas tzw. „nocy barykad„ trwały gwałtowne walki z manifestantami. Policja i oddziały specjalne zdobywały barykadę po barykadzie aż do świtu. Telewizyjne wystąpienie prezydenta Charlesa de Gaulle’a nie przyniosło dobrych rezultatów. Również premier Georges Pompidou nie dawał sobie rady z zaistniała sytuacją. Do manifestujących studentów dołączyli politycy lewicy: Mitterrand i Mendes-France, a potem robotnicy, którzy ogłosili strajk generalny. Poparcia udzielił też wybitny filozof Jean Paul Sartre. W dniu 29 maja prezydent de Gaulle nagle „zgubił się”, zniknął z oczu polityków i opinii publicznej. Udał się do niemieckiej bazy wojskowej w Baden-Baden, gdzie stacjonowała armia francuska, i po krótkiej rozmowie z generałem Massu, wrócił do stolicy z nowym zapasem sił. 30 maja prezydent de Gaulle wygłosił radiowe przemówienie w którym oskarżył o całe zamieszanie Partię Komunistyczną, ogłosił rozwiązanie Zgromadzenia Narodowego  i rozpisanie nowych wyborów. Na ulicach Paryża kilkunastotysięczny tłum manifestował swoje poparcie dla…Prezydenta de Gaulle’a, a zagrożenie iż lewica przejmie władzę odeszło w cień. Powoli wygaszały też rozróby i manifestacje z udziałem studentów. Skutkami rewolty majowej 1968 we Francji były nowe wybory do Zgromadzenia, w których zwycięstwo odnieśli gaulliści (najwyższy wynik w historii), a nowym premierem został Couve Murville. Warto też wspomnieć, że skutkiem rewolty była zmiana obyczajów i kultury we społeczeństwach cywilizacji zachodniej i pojawienie się czerwonego terroryzmu[7].

 

Podsumowując. Poczynając od 1830 roku do 1848 wyraźny był spór prowadzony wewnątrz Francji między rojalistami a republikanami. Dziś ten spór jest praktycznie zażegnany, co ma swoje hamulce w Konstytucji V Republiki. Jest skonstruowana tak, by model rządzenia pasował i rojalistom i republikanom. Prezydent Francji jest nikim innym jak „republikańskim monarchą”. Ma duże królewskie uprawnienia, dzięki którym jego władza jest nieco autorytarna i silna, aczkolwiek struktury republiki są zachowane. Komuna Paryska z 1871 i Rewolta majowa z 1968 czy sprawa Dreyfusa nosiły znamiona sporów na linii lewica-prawica. Do dziś francuska scena polityczna jest podzielona na dwa bloki: centroprawicowy i lewicowy. W dobie demokracji liberalnych, która sama w sobie zakłada konflikt interesów i istnienie legalnej opozycji, ten spór jest według mnie niemożliwy do rozstrzygnięcia, choć skrajna lewica jest bardzo słaba (apogeum popularności Francuskiej Partii Komunistycznej przypada  na czasy tuż po drugiej wojnie światowej). Ciekawe może się wydawać zestawienie sprawy Dreyfusa z Francją Vichy. Czy faktycznie oczerniany za samo pochodzenie słynny kapitan jest ucieleśnieniem tego czym była Francja Vichy w drugiej wojnie światowej? Wydawanie francuskich żydów nazistowskim Niemcom jest faktem historycznym i nad tym należy ubolewać. Kryzys algierski był przede wszystkim konfliktem dwóch światów: nowego ze starym. Na świecie nastąpiła era dekolonizacji, prawo do samostanowienia narodów. W metropolii ten nurt rozumiano, w północnej Algierii i wśród części sztabu wojskowego już nie. Było to myślenie przestarzałe. Kilkunastotysięczna francuska armia dokonywała w Algierii podobnych rzeczy jak nazistowskie Niemcy, chodzi o zakładanie obozów dla muzułmanów, którzy żyli w nich w nieludzkich warunkach. Jednak i tym razem honor Francji został uratowany bo, jak to powiedział minister Józef Beck: ”Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor”.

 

Piotr Wildanger

 

Bibliografia:

 

  1. Baszkiewicz J., Historia Francji, Ossolineum, Wrocław 2008
  2. Hall A., Francja i wielcy Francuzi, Iskry, Warszawa 2007

 

 

 

[1] J. Baszkiewicz, Historia Francji, Wrocław 2008, s. 425-428.

[2] Ibidem, s.450-458.

[3] Ibidem, s.482-487.

[4] A. Hall, Francja i wielcy Francuzi, Warszawa 2007, s. 698-700.

[5] Ibidem, s. 753-815.

[6] Ibidem, s. 830-868.

[7] Ibidem, s. 895-908.

Problem migracji z „łuku niestabilności”.

Problem migracji z „łuku niestabilności”.

Problem migracji z „łuku niestabilności”.

 

 

Od kilku miesięcy obywatele państw europejskich są karmieni przez media obrazami uchodźców z Bliskiego Wschodu oraz działaniami wojennymi w Syrii. Politycy jak i opinia publiczna, od której niekiedy ci pierwsi są silnie zależni, kłócili się jaką ilość migrantów powinien przyjąć dany kraj Unii Europejskiej. Jednak problem nie leży w „kwocie” uchodźców i migrantów ekonomicznych, choć wiadomo nie od dziś, że media lubią liczby i statystki. Przede wszystkim jest to problem geopolityczny, którego źródeł należy szukać zarówno w zjawisku światowej globalizacji jak i w imperializmie i kolonialiźmie. Migracje są ich efektem ubocznym. Pochodzą one z regionów, które już dziś są pełne politycznego chaosu lub prawdopodobieństwo ich destabilizacji jest wysokie.

 

„Łuk niestabilności” jest to region zagrożony destabilizacją polityczną. Rozciąga się przez Afrykę i Azje, począwszy od położenia takich krajów jak Zimbabwe a skończywszy na Kambodży. W jego skład wchodzą państwa z regionów: niemal całej części wschodniej Afryki, prawie całego Bliskiego Wschodu, oraz Azji Południowo-Wschodniej. Ostrzeżenia płyną zarówno od Amerykańskiej Krajowej Rady Wywiadu, premiera Wielkiej Brytanii Davida Camerona, czy świata nauki w osobie archeologa Iana Morrisa, autora książki o nieco prowokacyjnym tytule „Dlaczego Zachód rządzi- na razie. Co schematy historyczne mówią o przyszłości”.

 

Bezpośrednimi odpowiedzialnymi za destabilizacje Bliskiego Wschodu są oczywiście Stany Zjednoczone i sojusznicy. Ich neoimperialna i neokolonialna polityka zagraniczna, doprowadziła do tego, że w takich krajach jak Libia, Irak i Syria panuje wojna. Nie sposób obalić dyktatora, który zapewniał jakąś stabilność państwową. Trzeba mieć na uwadze to co przyjdzie po nim. Nie sposób obalić S. Husajna czy M. Kaddaffiego, by potem kraj znalazł się w totalnej anarchii. Nie można robić opcji zerowej dla armii (Irak) czy nie brać pod uwagę federalizacji kraju czy nawet podziału (Libia). Powinno się uwzględnić też jakiś okres przejściowy.

 

Już zupełnie inną kwestią jest to, że demokracji nie wprowadza się na bagnetach. Amerykanie są dłużej w Afganistanie niż Sowieci, końca problemów tego kraju nie widać. Z Iraku „dali nogę” tak jak z Wietnamu, po czym wrócili tam by przeprowadzać naloty na tzw. Państwo Islamskie. W Syrii tak zdestabilizowała się sytuacja, że konflikt przypomina wojnę domową w Jugosławii, w której też zawierane były jakieś egzotyczne sojusze.

Obóz dla uchodźców w Zatari (Jordania). Źródło wikipdia.org

Zatem z terenów wojennych uciekają rzesze ludzi, do krajów sąsiednich. Problem w tym, że Turcja i Liban nie są już w stanie utrzymywać tak dużej ilości ludzi. Politycznym ruchem prezydenta R. Erdogana było wypuszczenie części ludzi z obozów dla uchodźców w kierunku Europy, by wywrzeć presje na Unii w sprawie Syrii. Poza tym część tych Syryjczyków uczestniczyła w Arabskiej Wiośnie i w połączeniu z tureckimi Oburzonymi jak i Kurdami stanowiliby nie lada problemem dla Erdogana. Migranci stali się zakładnikami wielkiej polityki.

 

Nie oczekujmy od Arabii Saudyjskiej, która ma u siebie wahabitów, że przyjmie nagle wiele tysięcy Syryjczyków. To tak jakby próbować połączyć salafitów z sufitami albo katolickich ortodoksów z katarami ( jeśli zastosować porównania z historii Europy). Tym samym zdestabilizujemy kolejny kraj.

 

Podczas dwóch wojen czeczeńskich jak i wojny w Jugosławii też ludzie migrowali, i nie było problemów z przyjęciem ich zarówno w UE oraz w Polsce. Jednak dzisiejsza sytuacja jest trochę inna niż wtedy. Po pierwsze była lepsza sytuacja gospodarcza. Dwa, islam nie miał tak robionego czarnego PR. Co do pierwszej kwestii, część ludzi w tych biedniejszych krajach Europy lub tych na dorobku, w wyniku załamania finansowego z 2008 r., obawia się, że straci swoje bezpieczeństwo lub utraci dobra materialne, co za tym idzie może być nieprzychylnie lub wrogo nastawiona do uchodźców i migrantów ekonomicznych. Do tego żyjemy po „9/11”  i terroryzm nie jest utożsamiany jako zjawisko społeczne ale jako główny składnik islamu.

 

Europie nie grozi żaden koniec cywilizacji czy islamizacja, tylko powrót władzy ekstremalnej. Śmiertelnymi chorobami dla cywilizacji nie są migracje, ale dwa zjawiska: wojna albo walka klas. Niestety bardziej obawiam się, że sami skoczymy sobie do gardeł niż tego, że Europa się dobrowolnie zislamizuje. Zarówno po prawej stronie jak i po lewej budzą się radykalizmy. Jedni atakują mniejszości a drudzy chcą siłowo obalać kapitalizm. Wobec czego mój stosunek do zaistniałej sytuacji jest taki. Z jednej strony uważam, że tym osobom, których życie jest zagrożone trzeba pomóc zarówno w Europie jak i tam na miejscu, ale jeśli chodzi o migrantów ekonomicznych to tutaj trzeba wykazać się rozwagą. Wszystkich Europa nie możemy przyjąć, z tych względów o których pisałem wyżej.

 

Kluczowymi elementami dalszej polityki powinny być:

– zakończenie wojny w Syrii i Libii, pokonanie tzw. Państwa Islamskiego,

– weryfikacja migrantów,

– utworzenie planu bardziej sprawiedliwej globalizacji pod przewodnictwem ONZ,

– rezygnacja z neokolonialnych aspiracji państw i międzynarodowych korporacji,

– stworzenie finansowego planu pomocowego dla biednego Południa – „drugi Plan Marshalla”

 

Na koniec mam taki mały apel.

Posługujmy się w swoich opiniach rozumem a nie emocjami, bo „Gdy rozum śpi budzą się demony” jak to malował F. Goya. Pamiętajmy, jak emocje zawładnęły polityką zarówno w latach 30-tych ubiegłego wieku jak i w 1968 roku. A co do podpaleń ośrodków uchodźczych w Europie, to nie tylko odpowiadają za nie neonazistowskie bojówki, ale też z dużym prawdopodobieństwem FSB. A jak chrześcijanie plus ateiści i migrujący muzułmanie skoczą sobie do gardeł, to i w Pekinie odtworzą szampana.

 

Piotr Wildanger ( Szczecin, 2015 r.).

Spór o datę wybuchu drugiej wojny światowej

Spór o datę wybuchu drugiej wojny światowej

Spór o datę wybuchu drugiej wojny światowej

 

Każde państwo ma prawo do prowadzenia własnej polityki, ale czy przedmiotem sporów pomiędzy politykami i historykami mogą być wydarzenia, które miały miejsce ponad 75 lat temu? Okazuje się, że tak. Skoro każde suwerenne państwo może realizować swoje cele polityczne na poziomie stosunków międzynarodowych, to czemu miałoby nie włączać do nich polityki historycznej, która wcale niepełni funkcji rozjemczej pomiędzy narodami. Kiedy ma się na uwadze interesy własnego państwa, ciężko jest o jakikolwiek kompromis, nie wspominając już prawdzie historycznej.

Od wielu lat nie milknął echa wydarzeń, które zabierają nas ponad 75 lat wstecz do czasów najokropniejszej z wojen, która jak ogień strawiła stary kontynent. Spór o datę wybuchu drugiej wojny światowej, toczy się na dwóch płaszczyznach: poszukiwania prawdy historycznej oraz propagandy politycznej. Spojrzenia na historie zwaśnionych narodów są różne, tak jak różne są ogólne interpretacje dotyczące samej wojny. Na początek kilka ważnych dat aby zobrazować problem:

– 18 września 1931– Japonia atakuje Chiny i kilka miesięcy później z podbitych prowincji mandżurskich tworzy buforowe państwo Mandżukuo

– 30 stycznia 1933 – Adolf Hitler zostaje kanclerzem Niemiec (zalążek II Wojny Światowej)

– 17 lipca 1936 – początek wojny domowej w Hiszpanii, pierwsze starcie obu totalitaryzmów: faszyzmu i komunizmu

– 7 lipca 1937 – atak Japonii na Chiny

– 29 lipca 1938 – rozpoczęcie pogranicznej wojny pomiędzy Japonią a ZSRR

– 1 września 1939 – agresja Niemiec na Polskę, oficjalna data rozpoczęcia II Wojny Światowej

– 3 września 1939 – Francja i Wielka Brytania wypowiadają wojnę Niemcom, początek „dziwnej wojny”

– 22 czerwca 1941 – Niemcy napadają na Związek Radziecki, początek „wielkiej wojny ojczyźnianej”

– 7 grudnia 1941 – japoński atak na Pearl Harbor amerykańską bazę na Hawajach[1]

Zdaje się, że punktem zwrotnym było dojście Hitlera do władzy w 1933 roku i jego parcie do wojny, lecz czy do konfliktu nie dążyła też Japonia (casus Mandżurii) oraz komunistyczny Związek Radziecki[2]? Niektórzy historycy amerykańscy wskazują najpierw na kontynent azjatycki i rosnąca siłę Japonii, w końcu wszczęcie wojny z Chinami w 1937 r.  a potem ze Stanami Zjednoczonymi w 1941 r. Należy jeszcze doliczyć konflikt z ZSRR z lat 1938-39 zakończony zwycięstwem sowietów. Tym bardziej, iż Japonia była wówczas z sojuszu z III Rzeszą – pakt antykominternowski o zwalczaniu komunizmu został podpisany już w 1936 r. Jednak totalna ekspansja Cesarstwa nie wiąże się z konfliktem z sowietami a z amerykanami, aliantami zachodnimi oraz ich koloniami na Dalekim Wschodzie. Tak samo Niemcy, Japończycy szukali przestrzeni życiowej. Pytanie czy można uznać agresywną politykę Japonii od 1931 r. za początek wojny? Niektórzy historycy jak np. Prof. Norman Davies nie wykluczają tej kwestii, choć ciężko uznać konflikty sprowokowane przez armię Armię Kwantuńską za wojnę o charakterze globalnym. Niemcy nie wypowiedzieli wojny Związkowi Radzieckiemu w 1939 kiedy trwała wojna pogranicza. Ba, weszły nawet w tajny układ z Sowietami odnośnie wspólnych przyszłych zdobyczy terytorialnych w Europie wschodniej. Więc wersja, że działania wojenne w Europie jedynie dołączyły do konfliktu w rejonie Azji Wschodniej jest nieco kontrowersyjna. Także postrzeganie przez amerykanów bombardowania Pearl Harbor z 7 grudnia 1941 przez lotnictwo japońskie jako początek II Wojny Światowej należy odrzucić. Działania wojenne trwały już dość długo w Europie, a nawet w Afryce i na Oceanie Atlantyckim. Należy jeszcze dodać, że do 1941 roku kiedy Hitler wypowiedział wojnę USA, Amerykanie byli cichymi sprzymierzeńcami Brytyjczyków w walce z nazizmem.

Za konflikt globalny nie można uznać też hiszpańskiej wojny domowej z lat 1936-39. Starcie armii rządowej z nacjonalistami nosi bardziej znamiona wojny międzynarodowej choć toczonej wyłącznie na terytorium hiszpańskim. Wojna pomiędzy hiszpańskimi siłami lewicowymi (wsparte brygadami międzynarodowymi plus pomoc z ZSRR) a nacjonalistami  Franco (w tym udział Niemiec i Włoch) podchodzą bardziej pod konfrontacje Niemiec z ZSRR po 1941 roku, w tym wypadku już drugą pomijając iluzjonistyczny sojusz obu państw z lat 1939-41. Wojna w Hiszpanii często jest uważana za zalążek militarny drugiej wojny światowej, za poligon doświadczalny dla jej uczestników co nastąpiło kilka miesięcy później i niech tak pozostanie[3].

Wojsko niemieckie usuwa szlabany i słupy na granicy z Polską. Źródło: www.gettyimages,com

Kwestią sporną jest data 3 września 1939 roku, jako formalne wypowiedzenie wojny III Rzeszy przez Francję i Wielką Brytanię, gdyż od dwóch dni trwała już Kampania Wrześniowa w Polsce[4]. Sami politycy ówczesnych czasów uważają te datę za błędną np. brytyjski premier Winston Churchill, który w swoich kilkutomowych wspomnień z tego okresu opisuje ten konflikt jako pierwszy[5].

Jest jeszcze spojrzenie Rosyjskie, które stara się nie zauważać wcześniejszego paktu  Stalina z Hitlerem i datę 22 czerwca 1941 przyjmuje jako początek konfliktu. Jest to oddzielanie przeszłości grubą kreską, próbą wyeliminowania z historycznej pamięci  III Rzeszy jako realnego sojusznika ZSRR w grabieży terytorialnej jak i masowych mordach w Europie wschodniej. Niektórzy obecni historycy i politycy Rosyjscy oskarżają ofiary zbrodni obydwu totalitaryzmów, za ciche paktowanie z Hitlerem podając przy tym przykład endeckiego pomysłu wywózki polskich Żydów na Madagaskar, co przecież nie było stanowiskiem najwyższych władz II Rzeczypospolitej.

Spotkanie wojsk amerykańskich i radzieckich w niemieckim mieście Torgau – symboliczny koniec wojny w Europie. Źródło: www.gettyimages,com.

 

Spór pewnie będzie trwał jeszcze długo. Każda strona, czy to polska, francuska, amerykańska czy rosyjska, będzie pozostawała przy swoich racjach, prowadziła własną politykę historyczną. Dla nas Polaków 1 września 1939 jest nie tylko datą rozpoczęcia wojny światowej, lecz też jest symbolem młodego honorowego pokolenia. Najtrudniejsze będzie przekonanie do zmiany spostrzeżeń odnośnie wojny strony rosyjskiej, co jest zadaniem nie tylko naszych historyków, ale także otwartość nowych historyków naszych wschodnich sąsiadów. Pozostaje nie zaniedbywać polityki historycznej, propagować swoje racje w kontaktach międzynarodowych, by już na długo w pamięci naszych sojuszników z za Atlantyku i Unii Europejskiej pozostawało przekonanie, że druga wojna światowa zaczęła się w Polsce.

 

Piotr Wildanger

Podpisanie bezwarunkowej kapitulacji Japonii wobec USA na pancerniku „Missuori” – 2 września 1945 r. – Koniec II WŚ.  Źródło: www.gettyimages,com

 

 

 

Bibliografia:

  • Beevor A., Walka o Hiszpanię 1936-1939. Pierwsze starcie totalitaryzmów, Znak, Kraków 2009
  • Bielski L., Trąba M., Tablice historyczne, PARK, Bielsko-Biała 1999
  • Churchill W.S., Wielkie bitwy i wielkie postaci drugiej wojny światowej, Świat książki, Warszawa 1999
  • Davies N., Europa walczy1939-45Nie takie proste zwycięstwo, Znak, Kraków 2008
  • Piekałkiewicz J., Kalendarium wydarzeń II Wojny światowej, AWM, Warszawa 1999

[1] L. Bielski, M. Trąba, Tablice historyczne, Bielsko-Biała 1999, s. 226-258

[2] J. Piekałkiewicz, Kalendarium wydarzeń II Wojny światowej, Warszawa 1999, s. 21-43

[3] Pełną panoramę wojny zawiera praca A. Beevora Walka o Hiszpanię 1936-1939 Pierwsze starcie totalitaryzmów

[4] N. Davies, Europa walczy1939-45. Nie takie proste zwycięstwo, Kraków 2008, s. 101

[5] W.S. Churchill, Wielkie bitwy i wielkie postaci drugiej wojny światowej, Warszawa 1999, s. 12-16

Cicha rewolucja duchowa w Europie – Recenzja książki „Tajemne Religie”  Klausa-Rudiger Mai

Cicha rewolucja duchowa w Europie – Recenzja książki „Tajemne Religie” Klausa-Rudiger Mai

Cicha rewolucja duchowa w Europie – Recenzja książki „Tajemne Religie”  Klausa-Rudiger Mai

 

Henryk Korneliusz Agrippa ” Człowiek”

 

W mistyce żydowskiej – Kabale, jest 10 sefir w Drzewie Życia. Zawiera Ono w sobie kreacje Świata stworzonego przez Boga i moce (emanacje) dzięki którym Świat jest podtrzymywany. Jednak czasami w Tajemnicy tkwi jeszcze większa Tajemnica. Tak jak w ściśle tajnej wiadomości jest jeszcze jedna sekretna wiadomość. Niezaznaczoną 11 sefirą jest tzw. z hebrajskiego daath, co starożytni grecy nazywali po prostu gnosis – czyli Gnozą ( poznanie, wiedza). Taka jest dychotomia religii, jednocześnie opiera się na wierze, ale może być też wiedzą – jeśli piszemy o jej wyższych stadiach. Zazwyczaj nie jest oficjalna
i zinstytucjonalizowana, w sensie europejskim jest doświadczana prywatnie ( odmiennie od religii wschodnich gdzie przeważnie medytacje są prowadzone grupowo).

 

” My tedy głosimy mądrość wśród doskonałych, tylko nie mądrość tego świata, ani władców tego świata, którzy giną, ale głosimy mądrość Bożą tajemną, zakrytą, którą Bóg przed wiekami przeznaczył ku chwale naszej.”

I Kor (2, 6 – 8)

Klaus-Rudiger Mai jest niemieckim dziennikarzem, bywa też autorem scenariuszy
i od czasu do czasu para się też produkcją filmową. Jednak rozgłos zdobył kilkoma pracami nt. religii. Trzy ukazały się w naszym kraju. Pierwszą z nich była „Tajemne związki” traktująca o tajnych stowarzyszeniach. Niestety jest trudno dostępna. Kolejną wydaną w Polsce była historia Stolicy Apostolskiej pt. „Watykan. Mroczna historia światowej potęgi.” Przyznam się, że nie czytałem jeszcze dwóch wymienionych prac, choć pewnie kiedyś to nastąpi, bowiem autor ma otwarty umysł do tego typu kwestii. Napisał też biografię papieża Benedykta XVI. Jednak książką którą, raczyłem przeczytać traktowała o nurtach gnostyckich i mistycznych w Europie. Na „Tajemne religie” – tak nosi tytuł – trafiłem przez zwykłą synchroniczność, kiedy szukałem w jednej z bibliotek informacji o prabóstwach starożytnego Egiptu. Kiedy znalazłem to co chciałem, odwiedziłem księgarnie i tam zetknąłem się z książką, która na początku też wchodzi w egipskie klimaty. Kupiłem i przeczytałem jednym tchem, gdyż praca nie jest napisana hermetycznym stylem. Raczej ma popularno-naukowy charakter.

 

Nie będę omawiał wszystkich działów książki, błędów merytorycznych nie zauważyłem. Praca stanowi bardzo ciekawy zlepek idei gnostycznych, mistycznych i hermetycznych, które miały wpływ na Europę. Albowiem historyczne dziedzictwo naszego kontynentu to nie tylko chrześcijaństwo. To również islam, judaizm, pogaństwo, herezje. Jednak trzeba zaznaczyć, że jedynie chrześcijaństwo jest współczesnym spoiwem Europy. Pozycja doskonale nadaje się dla laików jak i znawców tematu. Cieszy mnie to, że choć temat dotyczy dość odległych czasów, to podparto związki duchowe ze współczesną nauką.

Oprócz religii ( re-ligare ? „ponowne złącznie”) gdzieś obok nas, od czasów średniowiecza, istnieją jeszcze inne nurty: gnoza i mistyka. Religie oficjalne posiadają własne instytucje, dogmaty i doktryny. Każdy kto wychodzi poza nie może być za „heretyka” (gr. herezja – wybór). „Nadzorcy” czyt. biskupi (niezależnie jakiej religii), dobrze pilnują by nic nie zakłócało danej doktryny i nie mieszało w umysłach wiernych. Historia religii chrześcijańskiej a potem jej odłamów daje dokładny obraz, co jest pożądane a co nie. Mistykami byli przecież  Św. Jan od Krzyża, czy Święty Franciszek. Ale i heretyckie dziedzictwo ma swoich „świętych” począwszy od Mistrza Eckharta i G. Bruna, poprzez W. Blake’a, J. Bohme czy na współczesnym E. Tolle skończywszy. Polacy też mają swoich gnostyków i mistyków. Michał Sędziwój, Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Jerzy Prokopiuk…Ciekawa jest osoba Joanny d’Arc, o której nie ma w pracy, ale niewątpliwie była zarówno heretyczką, jak i Kościół uznał Ją za katolicką Świętą.

Jak słusznie zauważa autor książki, nauki hermetyczne szły w parze nauką przeciwko Kościołowi. Potem te pierwsze zeszły do podziemia. I tak jest do dzisiaj. Z wyjątkiem pewnych spraw, które są od czasu, do czasu „odkrywane”, przez zarówno ortodoksją, jak „herteycką” stronę. Wszystko zależy od tego czy ludzie są na przyjęcie takiej wiedzy gotowi. Tutaj moneta ma dwie strony: duchową i materialną. Do rozwoju jednej i drugiej przyczynili się wyznawcy Tajnego Bractwa – różokrzyżowcy: B. Spinoza, R. Descarte,
I. Newton…Ciekawą personą jest tutaj E. Levi – niegdyś przyjaciel J. Hoene-Wrońskigo, również mistyka. Otóż pan Levi działał chyba na dwie strony, bo był blisko związany zarówno z jezuitami jak i różokrzyżowcami.

Wiedze tajemną można różnie doświadczać. Np. przez zaawansowaną medytacje lub intelektualnie  – jeden z przykładów – przez interpretacje Świętych Ksiąg religii abrahamowych – Biblie i Koran – można je badać w całkiem inny sposób. Przez tzw. hebrajską gematrie – każda litera ma swój odpowiednik w liczbie – tutaj pionierem w Polsce był Andrzej Wierciński – jeśli chodzi o Biblię; lub astrologicznie-hermetycznie (astroteologia).

Hermes Trzykroć Wielki źródło: wikipedia.org

Zaciekawił mnie wstęp do książki, gdzie autor opisywał, podróże przez duchową Europę, swojego znajomego. Szukanie w dzisiejszych czasach Boga, jest niebywale trudnym i męczącym zadaniem. Czasem jest lepiej odpuścić i poczekać, wszystko samo przyjdzie.Historycznie ujęła mnie tragiczna opowieść o Manim, procesie Mistrza Eckharta( obecne niektórzy polscy dominikanie, próbują połączyć jego poglądy z doktryną kościelną), czy utalentowanym i wpływowym Pico della Mirandolą.

Poruszyła mnie tragedia Katarów w Langwedocji, gdy ich sekta padła pod naporem krucjaty. Jeden z europejskich holocaustów odbył się właśnie w Południowej Francji. Dziś
w zlaicyzowanym państwie odżywa tam neokatarska tradycja. Potem po niemal wieku, Inkwizycja rozprawiła z ich pogromcami – zakonem templariuszy. Zarzuty te same – „herezja”. Templariusze podzielili los Katarów. I znowu, neokataryzm odżywa we Francji,
a kilka lat temu Watykan stwierdził, że zakon templariuszy nie miał nic wspólnego  z herezją. Zakon odżywa na nowo. Dostaje nowe życie w atistyczno-matrialistycznej Europie.

Ciekawy w książce jest też wątek masonerii i różokrzyżowców czyli tajnych stowarzyszeń. Są ukryte, tak jak byli zakamuflowani pierwsi chrześcijanie za czasów rzymskich. Jednak o tym traktuje inna książka tego autora. W konkluzji autor stwierdza, że niezauważalnie obok nas, ma miejsce, cicha rewolucja duchowa w Europie:

” Ci ludzie poszukują innej wiary, innej religii, bardziej osobistej i skierowanej do nich. Chodzą na różne wieczorne wykłady różokrzyżowców lub stowarzyszeń powołujących się na templariuszy, chodzą do kościoła gnostyków, nawiązują kontakty z neopoganami, satanistami, z kręgami buddyjskimi albo sufickimi. Wszystkie te religie obiecują tajemnicę, której można doświadczyć jedynie indywidualnie i która próbuje wyzwolić człowieka, traktując go jako całość. Tajemnica wymaga bowiem udziału całego człowieka”.

           

Praca niemieckiego dziennikarza jest mini-paronamą europejskich dziejów, wiedzy tajemnej. Pomimo, że ma ok. 600 stron, czyta się ją, szybko, łatwo i przyjemnie. Autor ma otwarty umysł, stara się zrozumieć niektóre teorie i doświadczenia duchowe. Nie stroni zresztą od tego. Podaje klarowne przykłady z nauki, by uzasadnić niektóre kwestie. Trudniejsze kwestie, wyjaśnia ” na chłopski rozum”. Prosto, dobitnie i trafnymi metaforami.

Kiedyś współczesny polski astrolog i heglista Światosław Nowicki twierdził, że
w Polsce będzie przeważał mocny pierwiastek duchowy. Odnowa przydałaby się całej Europie.

 

            Przechodząc bowiem i oglądając wasze świętości                                                            

 jedną po drugiej, znalazłem też ołtarz z napisem:

„Nieznanemu Bogu”

( Dz 17,23)

 

                                                                                                          Piotr Wildanger

źródło wikipedia.org

 

 

 

 

Spis treści

 

Tajemnicza sprawa wiary

W poszukiwaniu tajemnicy bytu

 

Zaczęło się  w Egipcie

Z jakiego materiału są Bogowie?

 

Starzy Bogowie pozostają młodzi

Boginie matki i kulty misteryjne

Radość życia i zepsucie – Dionizos i jego orszak

Tajemniczy i popularny – kult Mitry

 

Ocalić utracone szczęście

Mistyka żydowska

Zważony i uznany za zbyt lekki – świat Rzymski

Daleki Bóg, Diabelscy Aniołowie i zły świat – Gnoza

Życie dla zbawienia ludzi – Mani

Germanie i chrześcijanie

 

W imię misterium – męczennicy i mordercy

Posłuszeństwo, władza i miłość Boga – wiele twarzy sufizmu

Bractwa i tajne związki

Ataki na Kościół

Chcieć wiedzieć więcej, niż to konieczne – Mistrz Eckhart

Dobrzy ludzie i biedni chrześcijanie – Katarzy

Uniwersalna religia miłości

 

Tajemnica – Jej mistrzowie i dziedzice

Kwintesencja Tajemnej Wiedzy – Kabała

Odkrycie Tajemnego dziedzictwa – Pico della Mirandola

Hermetycznie zamknięty – tradycja Hermesa Trismegistosa

Tajemna religia jako tajny związek – Różokrzyżowcy

Świat przesiąknięty wiarą

 

Opis książki

Tajemne religie, Klaus-Rudiger  Mai

Katowice: Wydawnictwo Sonia Draga, 2014.

595, [1] s. ; 21 cm.

 

 

ERA – Misere Mani

Remarque

Remarque

 

Bezdomni migranci pokryci

Mchem byli mądrzejsi doświadczeniem

Karmieni nadzieją pracy

Przemierzali na boso zakątki Europy:

Chanat Krymski, Lechistan, Państwo Kościelne,

Królestwo Aragonii, Burgundie,

Republikę Wenecką i Królestwo Obojga Sycylii

 

Wielkie miasta były ich kołem ratunkowym

Paryż okazał się oazą wolności i macochą

Lizbona oknem na inny świat

 

W stanie niepokoju

W podzielonym Berlinie pociągi kursowały

W jedną stronę z Niemcami którym zabrano paszporty

 

Potem nastała Jesień Narodów

Zamiast Wiosny Ludów

Umarli romantycy

Narodzili się pozytywiści

Jednak coś zostało

Mur w głowach ludzi

Dzieli tak samo jak za czasów

Wojny której nie było

I jak drut kolczasty kaleczy jutrzenkę

 

Może dlatego nadal

Samoloty nurkują płytko w chmurach i we mgle

 

Grudzień 2010

Piotr Wildanger